Moje góry

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Gorce, na Turbacz i Lubań - wrzesień 2016

nagłówek

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Gorce, na Turbacz i Lubań - wrzesień 2016

Aktualizacja 2018-02-12

Gorce kolejny raz, tym razem prawie zapomniane wspomnienia. Odwiedziny Lubania.

Trasa: Rdzawka Stacja Benzynowa - Stare Wierchy (niebieski) - Turbacz (czerwony) - Hala Gabrowska (czerwony) - Hala Kamienicka (zielony) - Hala Młyńska (bez znaków) - Przełęcz Knurowska - Studzionki - Lubań (czerwony) - Przełęcz Snozka (niebieski)

Gorce. Droga z Rdzawki na Stare Wierchy
Piękny słoneczny wrześniowy dzień. Wycieczkę zacząłem jak już chyba zwykle od Rdzawki. Tym razem z jakimś dziwnym silnym uczuciem, że ta wycieczka w Gorce może być już ostatnią. Jesienne słońce wyraźnie rysowało szczegóły Gorczańskich pejzaży, tak jakby mówiąc choć jeszcze ten raz przeżyj ponownie te wspaniałe włóczęgowskie chwile. Szedłem na Stare Wierchy rozglądając się uważnie, chłonąc oczami każdy element trasy i pielęgnując to wędrówkowe uczucie: "Błękitne niebo nade mną, i tylko słońce, droga, mój plecak i ja".
Dochodząc do schroniska nie byłem jeszcze pewien co dalej, jaką trasę wybiorę na kolejny dzień. Pomyślałem - niech zdecyduje poranek, który jak mówią jest mądrzejszy od wieczora. W schronisku było pusto. Ostatni turyści zatrzymywali się na drobny posiłek i szli dalej w swoją drogę.
Poranek zdecydował - idę dalej w Gorce - na Turbacz. Nie spiesząc się, bo trasę ok. 2 godzinną trzeba było pokonać w rozsądnym czasie minimum 6 godzin, a to idąc w pojedynkę nie jest najprostsze. Siedząc na polanie i wpatrując się w oddalone szczyty, poczerwieniałe już krzaki borowin czuje się jakichś niepokój, coś goni i karze iść dalej. Stan w którym można bez końca wpatrywać się w dal udało mi się kiedyś uzyskać, ale dopiero po 4 dniach wędrówki. Dopiero wtedy udało się osiągnąć taki stan wyciszenia, jak na jednej z reklam piwa, na której dwóch górali siedzi przy bacówce i wpatrują się w dąb. W pewnym momencie z drzewa odrywa się liść i powoli wirując opada na ziemię. Jeden do drugiego powiedział: Popatrz, ale rąbnął.

Gorce. Ze Starych Wierchów na Turbacz. Widok z drogi przed Obidowcem Gorce. Ze Starych Wierchów na Turbacz. Za Obidowcem
Tak szedłem zatrzymując się co chwilę oglądając z rzadka występujące widoki i podziwiając rozległe polany. Na polanie przed Obidowcem zerknąłem na poczerwieniałe krzaki borowin. Pomyślałem Gorce nie na darmo mają swoją nazwę. Właśnie teraz zaczynają goreć. Kolejnym przystankiem było złączenie szlaków czerwonego i zielonego prowadzącego bezpośrednio z Koninek. Szczyt Obidowca. Jest tu rozległa polana bogata w borowiny. Można odpocząć, choć o tej porze raczej nie podjeść. Owocem sezonowym są teraz jeżyny, a nie borówki.
Idąc dalej grzbietem Obidowca napotyka się pomnik upamiętniający katastrofę lotniczą 23 maja 1973r. Był to dwusilnikowy samolot l-200 Morawa. Przewoził matkę z chorą córką do Nowego Targu. Matka zginęła.

Gorce. Ze Starych Wierchów na Turbacz. Z okolic miejsca katastrofy lotniczej Gorce. Ze Starych Wierchów na Turbacz. Widok z Rozdziele w kierunku Obidowca Gorce. Ze Starych Wierchów na Turbacz. Droga z Rozdziela na Turbacz Gorce. Ze Starych Wierchów na Turbacz. Widok z podejścia na szczyt Turbacza
Później podejście na Rozdziele, a tam to tak jak by już być na Turbaczu. Jeszcze chwilka przez las i rozpoczyna się ostatnie podejście na szczyt. Może męczące, ale odsłaniające się widoki rekompensują wszystko. Wspaniale widoczna hala Gorc i Czoło Turbacza, widoki na oddalony masyw Babiej Góry, Beskid Wyspowy, Tatry i Pieniny wraz z jeziorem Czorsztyńskim, które po długim okresie budowy zostało zalane w 1996 roku. Patrząc w tamtym kierunku nie mogę ukryć wzruszenia. Tam gdzie teraz jest woda chodziłem jakieś 30 lat temu suchą nogą.
Na szczycie posiedziałem trochę, bo do schroniska nie spieszyło mi się. Po za tym z pod schroniska widok na Halę Długą jest najpiękniejszy popołudniową porą.
Następny dzień przywitał mnie równie pogodnie. Lekkie zamglenie zwiastowało utrzymującą się pogodę. Posiedziałem chwilę i zdecydowałem się odświeżyć wspomnienia na szlaku w kierunku Lubania. Celem była Przełęcz Knurowska, a w zasadzie Studzionki (tam jest stacja turystyczna). Nie omieszkałem oczywiście odwiedzić Hali Kamienieckiej by nasycić wzrok przepiękną panoramą Gorc. W tak pogodny dzień mógłbym siedzieć tam długo i nasycać oczy i duszę czymś, czego nie potrafię wyrazić, a tworzy jakiś zaczarowany klimat miejsca.
Z hali poszedłem skrótem na Halę Młyńską omijając Kiczorę. Stamtąd można dojrzeć masyw Lubania, za nim Pieniny u podnóża których rozwija się jasną wstęgą jezioro Czorsztyńskie. Dalej w prawo przy dobrej przejrzystości powietrza można podziwiać Tatry. Chwilka oddechu na niedawno ustawionych ławach i już drogą w dół podziwiając coraz bardziej zbliżający się Zalew Czorsztyński.

Gorce. Ze Starych Wierchów na Turbacz. Z podejścia na Turbacz widok na Czoło Turbacza i Halę Turbacz Gorce. Schronisko na Turbaczu Gorce. Hala Długa widok od strony schroniska na Turbaczu Gorce. Widok ze schroniska na Turbaczu na Tatry. W dole mgły Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Widok z Hali Długiej na wijące się w dolinach mgły Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Hala Długa. Widok od stacji edukacyjnej GPN. W dali schronisko Turbacz. Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Hala Kamienicka Widok na Kudłoń Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Hala Kamienicka Widok na Gorc Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Hala Młyńska Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Hala Młyńska
Przekraczając drogę na przełęczy wkroczyłem na nietknięty stopą moją teren od jakichś dwudziestu paru lat.
Nie pamiętałem go zupełnie. Wydawało mi się, że powinien się łagodnie i jednostajnie piąć w górę do samych Studzionek. Jednak pamięć wygładza wspomnienia. Jest kilka podejść, kilka zejść i niekoniecznie łagodnych.
Pamiętam jedną z wycieczek w towarzystwie przyjaciół. To musiał być gdzieś początek lat osiemdziesiątych. Zeszliśmy do Ochotnicy Górnej w nadziei, że zdobędziemy tam coś do jedzenia. Niestety nie udało się. Pomyśleliśmy, że zatem może na Przełęczy Knurowskiej ( teraz jak sądzę były to Studzionki ) przy okazji noclegu zjemy jakąś kolację. Niestety trudności z zaopatrzeniem w żywność dotarły i tu. Na kolację zjedliśmy ostatnie zapasy. Na śniadanie dla piątki wygłodniałych wędrowców została tylko paczka krakersów i nieopodal (jak mi się teraz wydaje) leżąca polana z krzewami borowin. Zajęło to nam z półtorej godziny, ale brzuchy były pełne, a polana prawie ogołocona z jagód. Do Krościenka dotarliśmy wieczorem. Zatem też nie było się czym posilić. Za to poranek ! Skowronki poszły do sklepu po zaopatrzenie, a sowy smacznie chrapiąc pilnowały noclegu. Poranek ze świerzymi bułeczkami, masełkiem i jakąś wędliną. Miód na wygłodniałe brzuchy.
W takim nostalgicznym nastroju dotarłem do Studzionek. Miejscowość wręcz zachwyciła mnie. Przycupniętych parę domów, jedna droga i w koło roztaczające się widoki.
Nastał kolejny dzień, zapowiadając się na równie pogodny jak poprzednie. Czy można go zmarnować i zejść najkrótszą drogą w dół ? NIE ! To byłaby profanacja wspaniale zapowiadającego się dnia. Pomyślałem, idę na Lubań. Zobaczę jak dalej pójdzie. Tylko złe samopoczucie może skrócić wycieczkę w ten ostatni dzień w Gorcach. Kto wie. Może już rzeczywiście ostatni.

Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Widok z Tobiaszówki Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Widok ze Studzionek pod wieczór Gorce. Z Turbacza do Studzionek przez Halę Kamienicką. Studzionki. W dolinach podnoszą się mgły. Gorce. Szlak czerwony ze Studzionek na Lubań
Ruszyłem, a droga przeplatała mi się ze wspomnieniami.
Pamiętam jak z kolegą wyszliśmy w mglisty ponury dzień z Turbacza - chatki studenckiej AR na Hali Długiej i szliśmy do bazy namiotowej na Lubaniu. Było mglisto, mżył drobniutki deszcz. Widoczność na jakieś może 20 metrów. Pamiętam drogę, a po prawej i lewej stronie borowiny dalej las, jeszcze dalej nieprzenikniona biel. Im bliżej Lubania tym bardziej mgła gęstniała. W pewnym momencie powiedziałem do kolegi "Trzeba się już bacznie rozglądać, bo to już powinno być gdzieś tutaj". Nie minęło jakieś 15 min jak z mgły zaczęła wyłaniać się duża stodoła. Nie pamiętałem takiego obiektu z poprzednich wycieczek. Moje zdziwienie zwiększył fakt, że była różowa! Z szeroko otwartymi oczami podeszliśmy bliżej. Okazało się, że był to mały dwuosobowy namiot bazy namiotowej. Tak mgła potrafi spłatać figla.
Szedłem rozglądając się w koło i podziwiając z rzadka pojawiające się widoki. Wypatrywałem tej drogi z przed lat. Lecz tylko w jednym miejscu teren przypominał wspomnienia z przed lat. Było zupełnie pusto. Szedłem sam i nikogo nie mijałem. Trochę ludzi zobaczyłem dopiero w okolicach Lubania, tam gdzie rozciągają się polany Kudów, Morgi, Jaworzyny Ochotnickie. Stanąłem na tych ostatnich i nieco zmęczony pomyślałem może tu zakończę wycieczkę i zejdę żółtym szlakiem w dół. Po chwili wzrok mój padł na drogowskaz. Do Lubania było 40 minut ! Nie mogłem tej szansy zmarnować.
Stanąłem u podnóża szczytu. Można było iść żółtymi znakami łagodnie trawersując zbocze prosto na polanę z bazą namiotową, lub czerwonym ostrą wyrypą prosto na szczyt. Śpieszyło mi się, bo dawno go nie odwiedzałem. Poszedłem najkrótszą drogą na szczyt. Ostro sapiąc z czołem zalanym potem i koszulką wskazującą na znaczy poziom wilgoci drapałem się kamienistą ścieżką. W połowie spotkałem schodzących turystów. Pocieszyli mnie że już nie daleko. Rany jak ja musiałem wyglądać !
Szczyt był zupełnie inny niż pamiętam. Przede wszystkim wzbogacił się o wysoką czapkę, sterczącą wysoko nad wierzchołki drzew. To wybudowana w 2015 roku wieża widokowa. Widok z niej zrekompensował trudy wspinaczki. Widać w koło całą okolicę, Pasma Gorców i wciskające się w doliny miejscowości. Widać Pieniny i rozścielające się w dole jezioro Czorsztyńskie. Przy dobrej przejrzystości powietrza można podziwiać Tatry. W dole tuż pod szczytem jest rozległa polana na której jest Baza Namiotowa Lubań. Baza o tej porze nieczynna, ale sam widok wiaty kuchennej przywołuje wspomnienia.

Gorce. Ze Studzionek na Lubań. Za Runkiem zaczynają się polany Gorce. Ze Studzionek na Lubań. Widok na Gorc Gorce. Ze Studzionek na Lubań. Widok u podnóża Lubania Gorce. Ze Studzionek na Lubań. Widok z podejścia na Lubań czerwonym szlakiem
Siadłem na ławce przy wiacie i pogrążyłem się w historii.
Którymś razem przyszedłem do bazy i ze zdziwieniem zobaczyłem przystanek autobusowy. Zaintrygowany zapytałem obozowego o której godzinie odchodzi autobus. Odpowiedź była równie zaskakująca co sam widok przystanku: "15:10 do Yumy". Innym razem zakwaterowałem się w jednym z namiotów wraz z również samotnie wędrującym studentem. Rozmowa z początku się nie kleiła. Lecz w pewnym momencie spojrzał na mnie ciekawie i zapytał: "A ty byłeś w tamtym roku na Gorcu" Odpowiedziałem "Tak" I ty częstowałeś piwem. Odpowiedziałem "Tak". To ja ciebie wyprzedziłem wtedy na podejściu z Ochotnicy Górnej. Dalej rozmowa, a nawet część wspólnej drogi potoczyła się jak kamień strącony przez nierozważnego turystę.
Jeszcze innym razem przechodząc przez Prehybę w ciężkich czasach zaopatrzenia w żywność ( lata 80-te) w schronisku uprosiłem o kromkę chleba, bo schodząc do Krościenka nie miał bym co do gęby włożyć do rana. Rano w Krościenku zdeterminowany stanąłem w dwu godzinnej kolejce po chleb. Kupiłem 2 duże bochny. Jak problem z chlebem to trzeba się zaopatrzyć. Z tym 2 godzinnym opóźnieniem i sporym bagażem w plecaku ruszyłem na Lubań. Zakwaterowany w jednym z namiotów odpoczywałem licząc bzykające muchy na szczycie namiotu. W pewnym momencie usłyszałem puk puk w przedni maszt namiotu. Do środka zajrzały dwie dziewczyny i spytały nie masz może chleba ? Miałem. Ach cóż to była za uczta ! Ktoś miał 2 kilową szynkę, inni pomidory.

Gorce. Ze Studzionek na Lubań. Widok z podejścia na Lubań czerwonym szlakiem Gorce. Z wieży widokowej na Lubaniu Gorce. Z wieży widokowej na Lubaniu Gorce. Z wieży widokowej na Lubaniu
Ze wspomnień wyrwał mnie turysta pytając czy może się dosiąść. Oczywiście. Chwila rozmowy i ruszyłem w końcową drogę. Czas już było żegnać skąpane w jesiennym słońcu Gorce. Czas wracać do cywilizacji, do hałaśliwego miasta. Wybrałem niebieski szlak, w sumie nie ciekawy prowadzący wąską ścieżką przez gęsty las. Po drodze spotkałem wczasowiczów zmierzających do wieży widokowej. Spytali czy jeszcze daleko. Odparłem "2 rzuty beretem", po chwili dodając "z hakiem". W odpowiedzi usłyszałem z uśmiechniętej twarzy "a najdłuższy to ten hak !". Oczywiście wyjaśniłem co i jak w dalszej drodze, bo nie godzi się zbywać krótkim dowcipem wędrujących turystów.
Jak okazało się później źle wybrałem końcowe zejście, bo z transportem były problemy. Okazało się, że ostatni bus właśnie odjechał i nie było jak się dostać do miasta. Prosiłem kierowców z przydrożnego parkingu o podwózkę. Nie było łatwo, bo z reguły wszystkie miejsca w autach były zajęte. W końcu ktoś zapytał chce pan zabrać się z nami ? Mili i życzliwi ludzie podwieźli mnie do Nowego Targu na sam dworzec nadkładając trochę drogi. Wielkie dzięki za podwózkę. Nadal życzliwość w terenach górskich jest wspaniała. Tak zakończyła się kolejna wycieczka w Gorce.
Przy każdej ogarnia mnie niepokój - Może ta jest już tą ostatnią. Przy końcu nadzieja - jeszcze tu wrócę.
Ta we wrześniu 2016 przypomniała mi kolejną drogę z dawnych lat. Powróciły wspomnienia.

Gorce. Z wieży widokowej na Lubaniu Gorce. Miejsce bazy namiotowej pod Lubaniem. W dali wieża widokowa. Gorce. Z Lubania do Przełęczy Snozka. Po wyjściu z lasu, Groników roztacza się widok na Pieniny.

Strona główna

Meni

Szlakami Wspomnień
odwiedzin 2029