Moje góry

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Jaworzyna Krynicka - Hala Łabowska - Parchowatka - Hala Pisana - Piwniczna 2021

nagłówek

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Jaworzyna Krynicka - Hala Łabowska - Parchowatka - Hala Pisana - Piwniczna 2021

Aktualizacja 2021-08-22

Z Jaworzyny Krynickiej na Halę Łabowską.

Trasa: Jaworzyna Krynicka - Hala Łabowska (czerwony) - Parchowatka (żółty) - Hala Łabowska (żółty) - Hala Pisana (czerwony) - Piwniczna Zdrój (żółty)

Jaworzyna Krynicka - panorama
Minęło parę lat, w których szwędałem się po naszych Beskidach. Nadszedł czas, w którym możliwości zaczęły weryfikować pragnienia. Wybrałem jedną z najłatwiejszych dróg. Wycieczkę na Halę Łabowską. Nie była to już włóczęga, nie była to już wyprawa. Po prostu wycieczka.
Zacząłem ją od Jaworzyny Krynickiej, na którą wyjechałem wyciągiem. Pogoda jak nigdy w ostatnich moich wyprawach w te okolice, była łaskawa już od samego początku. Przy niezbyt wysokiej temperaturze ( zresztą na tych wysokościach ok. 1000 mnpm w towarzystwie lasów wysoka temperatura nigdy nie doskwierała zbytnio) słońce nie przedzierało się przez chmury, po prostu świeciło rozweselając okolicę promieniami i tylko z rzadka było przysłaniane.
Rozpoczęła się samotna podróż. Zbyt długo siedziałem w mieście by kojąca cisza utuliła rozkołataną duszę.

Droga z Jaworzyny Krynickiej przed Runkiem Czubakowskim Lekkie podejście, w dali Runek Czubakowski
Ale do rzeczy. Schodziłem z najwyższego szczytu pasma początkowo zaludnionymi polanami by na rozdrożu gdzie znaki wskazują ścieżkę do schroniska wejść w las.
Pamiętam go ( a to niezbyt odległy czas), jako smutny ciemny bór, chwilami tylko rozjaśniany małymi polanami. Pamiętam, jako nierówną polną drogę, gdzie główną uwagę trzeba zwrócić na to by nie wpaść w błotko i nie potknąć się o wystający kamień czy konar. A tu jest równa szeroka i jasna droga. Pomyślałem, to sprawa słońca, którego na tym odcinku dawno nie widziałem, ale już nieco dalej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że "przyjechał walec i wyrównał", tędy wiodą szlaki zimowy narciarski i letni rowerowy, a nie tylko pieszy.
Tak idąc i dziwiąc się, doszedłem do rozdroża dróg przy Runku Czubakowskim gdzie krzyżują się dwa szlaki czerwony od Krynicy przez Jaworzynę Krynicką w kierunku Rytra i dalej aż do Ustronia i niebieskiego z Krynicy Zdroju przez Przysłop do Bacówki nad Wierchomlą i dalej na Wielką Pustą i do Żegiestowa.

Droga z Runku Czubakowskiego na Runek Rozdroże na Runku
Jest to fajna jasna polana z tablicą informacyjną i ławeczką. Jest tu również powalony konar, na którym można oprzeć cztery litery. Tak też uczyniłem.
Przechodziła samotna dziewczyna z bagażem na plecach wskazującym na to, że nie jest to jednodniowa wycieczka. Nawet nie zerknęła na z daleka widoczną siedzącą postać, spojrzała na drogowskaz, ni me ni be i poszła dalej.
Spojrzałem na swój plecak z lat 80-tych, wielkościowo prezentuje się nawet bardziej okazale niż jej, a wagowo zważywszy na jego zabytkową zawartość powinien być nawet cięższy. Powiedziałem sobie w duchu, no do roboty, ktoś musi tu robić za zabytek prezentując folklor dawnych turystów. Tak ruszyłem dalej, pozdrawiając wszystkich napotkanych ludzi i zagadując krótkimi frazesami.

Droga bukowym lasem przed Holą
Niezauważenie minąłem Runek i znalazłem się na kolejnym rozdrożu, gdzie niebieski szlak odchodzi w stronę Bacówki Nad Wierchomlą.
To na tej drodze w latach 80-tych (wspomnienia tych lat będą przewijać się przez całą wycieczkę) po raz pierwszy legło w gruzach przeświadczenie o animozjach pomiędzy krakusami i warszawiakami. Wyprawa była ciekawa i chyba już ją opowiadałem. Wyruszyłem z kolegą w któreś piątkowe popołudnie na wycieczkę w góry. Nie pamiętam, jak, ale dopiero o zmierzchu dotarliśmy do pola namiotowego w Szczawniku. Stamtąd po krótkim zasileniu brzucha poszliśmy na bacówkę nad Wierchomlą. Dotarliśmy tam gdzieś o porze, w której nowy dzień żegna poprzedni. Nocleg trochę nieciekawy, bo całą noc aż po świt wysłuchiwaliśmy pogawędek młodzieżowej pary. Rano zaczęliśmy podejście na Runek i gdzieś w połowie usłyszeliśmy ciężki tupot nóg. To samotny wędrowiec właśnie nas doganiał. Tak już we trójkę dokończyliśmy wycieczkę. On był z Warszawy i ani przez moment nie wyczuliśmy tak przez wszystkich wygłaszanych animozji. Mit padł.

Wieczne kałuże Przełęcz Pod Holą Widok z polan przed Halą Łabowską Widok z polan przed Halą Łabowską Widok z polan przed Halą Łabowską
Dalsza część drogi prowadzi przez bukowy las. Raz wysoki i gęsty, raz rzadki z drobnymi polanami. Tylko czasami zza drzew można dojrzeć fragmenty okolicznych wzniesień. Idzie się przez Holę, Jawor i Cisowy Wierch, które łatwo przejść nie zauważając szczytu. Przed Holą jest miejsce, w którym występują wieczne kałuże. Zawsze tam są. Tym razem bardzo okazałe po ostatnich obfitych deszczach.
Gdzieś w okolicy Jawora i Cisowego Wierchu są dwie polany, z których można podziwiać wreszcie otwartą przestrzeń z widokiem na południową stronę. Jeśli się tam upatrzy jakiś wygodny pieniek można zasiąść i podziwiając panoramę zajadać borówki niespecjalnie wyciągając po nie dłonie.


Hala Łabowska, wycieczka na Parchowatkę

Trasa: Hala Łabowska - Parchowatka (żółty) - powrót tą samą drogą

Hala Łabowska wieczorną porą
Jeszcze chwila i zza drzew wyłania się Hala Łabowska ze swym widokiem w północnym kierunku.
W ostatnich moich wycieczkach po wielkiej przerwie, schronisko świeciło pustkami. Tym razem było inaczej. Wszystkie pokoje były zajęte. Może to magia lipcowego weekendu, a może popularność tych gór zaczyna dorównywać tej z lat 80-tych. Gdy Pani usłyszała, że oprócz wcześniej zarezerwowanego pokoju chcę zostać jeszcze dzień dłużej, mogła mi zaoferować tylko pokój wieloosobowy, ten taki dla nierezerwujących gości. Cóż, z lekką nieśmiałością przystałem na ofertę, bo przepełniona Cyrla nie oferowała nawet gleby, a plan mojej wycieczki nie przewidywał wcześniejszego powrotu. Z resztą, noclegi w takich pokojach zawsze są ciekawe. Poznaje się ciekawych ludzi, tak było w latach 80-tych i było teraz w okresie przed pandemią. Czy to coś zmieniło ? Jak się okazało, nie.
Byli tam ludzie, co robili główny szlak beskidzki, każda z nich w innym kierunku i człowiek, co szwendał się po górach niejednokrotnie bez szlaków.
Przy stolikach przed schroniskiem zawiązała się pogawędka, która trwała aż po zmierzch. Były opowieści o Tatrach, o górach dla mnie tak egzotycznych jak Himalaje czy Andy, ja snułem moje wspomnienia z lat 80-tych. Aż dziw, że ktoś chciał mnie słuchać. O zmroku postanowiłem zobaczyć panoramę ze schroniskiem w pierwszym planie z miejsca, z którego jest najciekawsza. Tam spotkałem szefa schroniska, z którym również trochę pogadałem. To on zaproponował mi, co zrobić z kolejnym dniem. Padły również słowa, które już od kilku lat wyciskają mi pot z czoła i sprawiają, że oddech na podejściach jest coraz cięższy: "A góry są coraz wyższe i wszędzie jest coraz dalej".

Poranny widok na Halę Łabowską z wejścia na żółty szlak Bukowy las na żółtym szlaku do Łomnicy
Ranek pożegnał wieczornych przyjaciół i pod znakiem powyższej sentencji powiódł mnie na żółty szlak, który idzie do Łomnicy.
Nieopodal miejsca, gdzie żółty szlak wstępuje w wybujały bukowy las zerknąłem w tył by zobaczyć poranną panoramę hali i ruszyłem na przechadzkę po okolicznych wzniesieniach. Nie zamierzałem opuszczać wysokości, celem moim była taka niepozorna ( jak to wyglądało na mapie ) górka - Parchowatka. Idzie się tam, z początku bujnym bukowym lasem, by chwilę później wejść w teren gdzie zaczynają się ciekawe polany z widokami na okoliczne wzniesienia. A jest ich przynajmniej kilka.
Po drodze zobaczyłem znaki wskazujące kierunek do Studni Grzybiarzy. Ucieszyłem się, że będę mógł spróbować trochę ożywczej górskiej wody. Nic bardziej mylnego, Studnia Grzybiarzy to po prostu dziura w ziemi - jaskinia jak gdzieś przeczytałem o długości 8m i głębokości 5-ciu. Cóż pozostało liczyć na własne zapasy wody.

Bukowy las na żółtym szlaku ustępuje jaśniejszym terenom Polana przed szczytem Łaziska z której są znaki do Studni Grzybiarzy Kolejna polana na żółtym szlaku Przełęcz Siodło pod Parchowatką
Nieśpieszny spacer sprzyja rozmyślaniom. Jak by to było gdybym tu mieszkał ? Czy byłbym w stanie podziwiać te okolice ? Spotkanie na Parchowatce przybliżyło mi te tematy.
Obecnie jednak szedłem szeroką i wygodną drogą, rozglądając się w koło i zachwycając mijanymi polanami. Tak doszedłem do Siodła pod Parchowatką - jedną z największych okolicznych polan.
Rozsiadłem się na powalonym drzewie, rozglądając się po widocznych wzniesieniach. Nieuspokojona dusza, nie pozwoliła mi jednak długo posiedzieć. Coś gnało mnie dalej. Za krótki czas od wyjazdu z miasta, by cisza otaczającej zieleni pozwoliła cieszyć się miejscem bez ciągłego poganiania.
Ruszyłem drogą trawersującą Parchowatkę. Zobaczyłem drogę, która wyglądała na taką, co może prowadzić pod szczyt. Idąc nią wstąpiłem na teren, który tylko z rzadka deptają ludzkie buty. Wygląda zupełnie inaczej. Bije z niego spokój rozjaśnionego słońcem przestronnego lasu. Lecz zorientowawszy się, że droga nie prowadzi na podszczytową widokową polanę, nie było mi dane nacieszyć się miejscem. Coś gnało mnie dalej.
drogowskaz pod Parchowatką Tak szedłem dalej drogą trawersującą Parchowatkę, którą wiedzie żółty szlak. Doszedłem do rozdroża, którego jedna odnoga prowadziła pod górę na widoczną przestronną polanę. To musiało być to miejsce. W końcu polany widoczne były chaty, a przydrożny drogowskaz pokazywał, że to miejsce często myli turystów i skręcają na polanę gubiąc szlak.

Dziewiczy las Widok z polany pod Parchowatką Widok z polany pod Parchowatką Widok z polany pod Parchowatką Widok z polany pod Parchowatką Widok z polany pod Parchowatką Widok z polany pod Parchowatką
Spojrzałem i zdziwiłem się. To stąd miał by być ten wspaniały widok ? Z jednej strony ściana wysokiego lasu, z drugiej polana, która z dołu nie wydawała się być na tyle stroma, aby móc spojrzeć z ponad drzew. A jednak im głębiej szedłem w polanę, tym las był niżej odsłaniając coraz to większą część gór.
Doszedłem prawie do końca polany i usiadłem z dala od chałup, tak by nie zakłócać spokoju ewentualnym mieszkańcom. Panorama gór rozciągała się na prawie 180 stopni. Tam w dole gdzieś ledwie widoczna była Łomnica i Mnisek nad Popradem, Od prawej powinno być widać Pasmo Radziejowej, w centrum słowackie wzniesienia, a prawa strona powinna zahaczać o Wielką Pustą. Uroczy widok i w jego towarzystwie postanowiłem uszczuplić zapasy targanej wałówki zmniejszając jej zawartość do bezwzględnego zera. Kęs za kęsem zachłystując się coraz to innym fragmentem widoku syciłem swe pragnienia, te przyziemne i te duchowe.
Na polanę wszedł jakiś turysta. Zdziwiło to mnie, bo drogowskaz skutecznie wskazywał właściwą drogę. Gdy zrównał się ze mną zawiązała się rozmowa. Okazuje się, że część dzieciństwa spędził właśnie w tych rejonach. Znał dobrze tą polanę z dawnych lat, znał również gospodarza najdalszej chałupy, a losy rzuciły jego rodzinę w zupełnie inne rejony Polski. Zaproszony podszedłem wyżej pod chałupę by stamtąd zobaczyć panoramę.

Droga powrotna żółtym szlakiem na Halę Łabowską Polana gdzieś w rejonie Łaziska
Droga powrotna na Halę Łabowską mijała już szybko, bo znanym szlakiem. Częścią trasy prowadził mnie motylek, przycupując coraz to na innym fragmencie drogi. To tak jakby chciał wskazać mi kierunek, bym przez przypadek się nie zgubił.
W rejonie szczytu Łaziska jest jeszcze inna fajna polana z najprawdopodobniej używaną bacówką, zagubiona gdzieś w górskich lasach przeoranych dolinami.
Z żółtego szlaku na Halę Łabowską wchodzi się z bujnego bukowego lasu, w końcu drogi widać niby w bramie z drzew powoli wyłaniającą się panoramę. Panoramę Hali Łabowskiej. Tak jakby ukoronowanie trudu podejścia z Łabowej. Tak to czułem wchodząc na halę. U wejścia zatrzymałem się by nasycić oczy widokiem, ale to nie wystarczyło. Poszedłem w lewo na skraj lasu, by jeszcze raz zerknąć na halę z miejsca, skąd widok jest najfajniejszy.
Hala Łabowska w popołudniowym słońcu Potem jakaś przegryzka i nagroda dla ciała w postaci butelki piwa. Z resztą to kupione w schronisku piwo urosło dla mnie do jakiegoś magicznego rytuału. Do symbolu zmieniających się gór, do nowego bardziej towarzyskiego charakteru górskich wycieczek. Dlaczego ? Kiedyś chodząc po górach ten produkt chmielowej fermentacji trzeba było wytargać ze sobą w górę. Cisza nocna zaczynała się o 20:00 i nie taktowne było ją zakłócać najdrobniejszym hałasem. Kiedyś ( znowu lata 80-te) wybrałem się z grupką przyjaciół w Gorce. Jednym z noclegów były Stare Wierchy. Jak zwykle nie było wolnych miejsc, więc nocowaliśmy na podłodze w sali kominkowej. Jak to młodzież, nie spieszyło nam się do uderzenia w kimono, za to w ciemnościach sali rozgorzały dowcipne rozmowy, prawie szeptem wypowiadane i tłumione chichy, by być nie bardzo głośnym. Turyści wysłali do nas gospodarzy by nas uciszyli. Przeciesz staraliśmy się być cicho. Taki był turystyczny styl, trochę napuszony, lekko trącający snobizmem.
Zdecydowanie wolałem noclegi w studenckich przytuliskach, bo tam życie kwitło aż poświt, pełne młodzieńczej radości. Takim noclegiem był przypadkowy pobyt w chatce studenckiej Lasek, gdzie planowany jeden nocleg przerodził się w kilku dniowy pobyt. Ale może uda mi się to opowiedzieć przy bardziej stosownej okazji.
Nie wiem dlaczego, ale moje pobyty na Hali Łabowskiej nie były tak przesycone wtedysiejszym turystycznym stylem.
Obecny pobyt przypomniał mi te najwspanialsze wieczorne chwile spędzone w górach. Przy schronisku rozgorzało ognisko. Siedzący turyści zaprosili mnie do kręgu. Krąg składał się z wszystkich turystów, którzy zaproszeni zdecydowali się przyłączyć. Rozpoczęły się luźne rozmowy w przyjaznej atmosferze, a światło z ogniska przytłumiło blask gwiazd. Cudowne chwile wśród wspaniałych ludzi.


Z Hali Łabowskiej do Piwnicznej Zdrój przez Halę Pisaną

Trasa: Hala Łabowska - Hala Pisana (czerwony) - Piwniczna Zdrój (żółty)

Pożegnanie Hali Łabowskiej Bukowy las pomiędzy Łabowską i Halą Śmietanową
Nadszedł ranek mojego ostatniego dnia pobytu w Paśmie Jaworzyny. Turyści zasiedli na ławach przed schroniskiem, jeszcze jakieś pogawędki w porannym słońcu, bagaże przygotowane do wymarszu. W duszy grał smutek ostatniego dnia. Za parę godzin zasiądę w pociągu i skończy się ten wypad.
Pożegnany mile przez Łabowską brać ruszyłem w stronę Hali Pisanej czerwonym szlakiem. U wejścia do lasu oglądnąłem się, ostatnie spojrzenie na wspaniałą halę pełną miłych wspomnień tego miejsca i tych ludzi. Patrzyłem, jakbym miał ten obraz widzieć po raz ostatni, być może niedane mi będzie tu powrócić.
Otoczył mnie las i swoim szumem utulił smutek. Znowu byłem w drodze, znowu przede mną kolejne hale, kolejne widoki i kolejne wzniesienia.

Panorama z drogi na Halę Śmietanową Droga na Halę Śmietanową Wieczne kałuże przed Halą Barnowską Hala Barnowska
Drogę pamiętałem, jako ciągnącą się przez bukowy bór aż do samej Hali Barnowskiej, tylko z rzadka gdzieś w konarach drzew prześwitywały panoramy pobliskich wzniesień. Pamięć jednak zawiodła mnie, a może w ostatnim czasie się tu przejaśniło. Po krótkim przejściu las się rozstąpił pozwalając słońcu oświetlić swymi promieniami drogę. Lubię takie przejścia. Po prawej stronie odsłoniły się góry pozwalając dojrzeć najprawdopodobniej wzniesienia Beskidu Niskiego.
Trochę dalej wchodzi się w bardziej podmokły las ze swoimi wiecznymi kałużami, tym razem urastających do rangi rozlewisk. Z lasów wychodzi się na rozległą Halę Barnowską mało widokową, za to obfitą w wybujałe krzaki jagód. Uszczupliłem nieco ich zapasów, a fioletowy kolor palców i warg świadczył o obfitości posiłku. Nie sposób tu przejść nie skosztowawszy tych cudów.
Ze słonecznych hal wkracza się znowu w las by spotkać tam żółty szlak, a to znak, że do Hali Śmietanowej już jest tylko 15 min drogi.
Sama Hala Śmietanowa nie jest specjalnie widokowa i nie wiem dlaczego moja ciocia tak ją wychwalała. Może te 60 lat temu było inaczej. Za to jest kamień upamiętniający poległych tu żołnierzy AK.
Dychnąłem tu trochę nasączając ciało ożywczą łabowską wodą i dziwiąc się, że dotychczasowa droga tak szybko minęła. Dogoniła mnie tu współtowarzyszka noclegu na Hali Łabowskiej potwierdzając swoim spostrzeżeniem łatwość dzisiejszego marszu.

Hala Śmietanowa Polany na żółtym szlaku do Piwnicznej Zdrój
Dla mnie Hala Śmietanowa była znakiem, że już niedługo opuszczę czerwony szlak i udam się w bardziej ciekawe, bo nieznane dla mnie tereny żółtego szlaku do Piwnicznej Zdrój. Ciekawość szlaku potwierdzał jego kolor, bo żółte szlaki z reguły prowadzą otwartymi terenami.
I nie myliłem się, już po pierwszym zejściu lasem zaczęły się polany. Z początku mało widokowe za to obfite w borówki, trochę później zaczęły się panoramy.

Polany na żółtym szlaku do Piwnicznej Zdrój Pierwsze widoki z polan przed Szałasami Jarzębackimi Widok z polany Szałasy Jarzębackie Polana Szałasy Jarzębackie
Można zobaczyć, jeśli się nie mylę po prawej stronie tereny Runku, Pustej Wielkiej i słowackich Beskidów, po lewej powinno się dojrzeć Pasmo Radziejowej.
Prawie przez cały czas idzie się otwartym terenem ze wzrokiem zamiast pod nogi to na boki. Najbardziej widokowa jest polana Szałasy Jarzębackie.
Tu można zobaczyć już chyba przez niewielu pamiętane snopki siana.
Stanąłem na chwilę oddychu oraz przegryzkę tego co zostało w plecaku. Piękne chwile w fajnym miejscu. Z czasu popasu wyrwał mnie wzmagający sie wiatr, który zwiastował zmianę pogody, a z pięknej słonecznej, na jaką mogła się zmienić ?
Tak też się stało. Już przy pierwszych domach przysiółku, który według map powinien nazywać się Jasiówka zaczął kropić drobny deszczyk, nie ulewa, która by chciała mnie stąd wygonić, ale tak jakby Pasmo Jaworzyny ze smutkiem mnie żegnało. Pożegnałem je i ja widząc w dole zabudowania Piwnicznej.
Znowu powróciło pytanie. Czy kiedyś jeszcze tu wrócę ?

Widoki z okolicy Gronia Widoki z terenu Jarzębackich Gór W dole już Piwniczna

Strona główna

Meni

Szlakami Wspomnień
odwiedzin 2031