Moje góry

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Gorce 2022 - Z Klikuszowej na Turbacz i Turbaczyk

nagłówek

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Gorce 2022 - Z Klikuszowej na Turbacz i Turbaczyk

Aktualizacja 2022-09-24

Z Klikuszowej przez Stare Wierchy, Turbacz i Turbaczyk do Nieźwiedzia

Trasa: Klikuszowa - Skałka (trasa rowerowa) - Stare wierchy (niebieski) - Schronisko na Turbaczu (czerwony i szlak rowerowy) - Turbacz (Czerwony) - Hala Turbacz (czerwony i szlak rowerowy) - Turbaczyk (Zielony) - Niedźwiedź (Zielony)

Klikuszowa w deszczu Panorama z Białki nad Klikuszową
Ostatnie dni urlopu nie zapowiadały się najlepiej. Wygrała jednak chęć poobcowania z przyrodą zamiast błogiego lenistwa.
Tak, zatem znalazłem się w autobusie jadącym w kierunku Zakopanego. Nie był to jednak cel mojej podróży, bo tam wśród tłumów ciężko pokontemplować ("nie narażając się na oplucie któregoś z przechodniów"). Chciałem odwiedzić ulubione moje Gorce, drogą, którą nie raz przechodziłem, czyli zaczynając od Rdzawki. Jednak w obecnych czasach autobusy się tam nie zatrzymują, zatem jechałem do Klikuszowej, z niepokojem zerkając w stronę nieba, gdzie kłębiące się chmury, zwiastowały dżdżystą wycieczkę, a przynajmniej jej początek.
Wysiadając z autobusu, wiedziałem już, że moja droga nie obędzie się bez drobnego mycia, mając nadzieję, że nie przemieni się w szorowanie lub obfity prysznic. Idąc tak przez miejscowość jakieś 2 km drogą, miałem przyjemność zasmakować lekkiego chłodzenia drobną wilgocią, by jakiś kilometr dalej w przysiółku Białka, już na samym końcu asfaltu zażyć kąpieli słonecznej w letnich promieniach naszej ulubionej gwiazdy, podziwiając pierwszą panoramę na tej trasie.

Widok na Tatry z polany za Skałką Droga niebieskim szlakiem na Stare Wierchy
Sielanka nie trwała długo. Bo chwilę po tym jak opuściłem ostatnie zabudowania, gdzieś w lasach wzniesienia Skałka, napotkał mnie rzęsisty deszcz.
Trochę później spotkałem niebieski szlak z Rdzawki do Starych Wierchów. Tu na pierwszej polanie omijając, jak sądzę wieczną kałużę, zobaczyłem panoramę Tatr, której w poprzednich moich wycieczkach tą trasą nie widziałem tak wyraźnie.
Droga szła znanymi mi miejscami, lecz nie obyło się bez drobnych zaskoczeń, takich jak, zaraz za Jaworzyną 943m, szeroka panorama w kierunku północno zachodnim, no może zachodnim, której wcześniej nie widziałem, no może nie zauważyłem, albo po prostu nie pamiętam. W końcu od ostatnich odwiedzin w tym miejscu minęło 6 lat. Aż strach pomyśleć jak ten czas szybko umyka.

Panorama w kierunku Babiej Góry za Jaworem Stare Wierchy
Droga na Stare Wierchy umykała mi tak szybko jak on, przeplatając przemykające ciężkie chmury z przepięknie niebieskim niebem, lekkie błotka i nużącą drogę przez las z przerwami na świeżo myte borówki, po które nawet nie trzeba było się schylać. Nadeszło obfite błoto zagradzające drogę, a raczej droga, która zmieniła się w błoto, a to znak, że już za świerkami wyłonią się Stare Wierchy.
W powszedni i dżdżysty dzień ciche i spokojne, przycupnięte przy polanie i szerokiej drodze w kierunku Turbacza. Jadalnia zdecydowanie sie zmniejszyła na korzyść okazałego bufetu, dobrze prezentującego oferowane dobra.

Stare Wierchy po deszczach
W taki dzień w schronisku można spotkać ciekawych ludzi. Była tu para dopiero poznająca Gorce, gość, który szedł czerwonym szlakiem już dłuższy czas i chłopak, który dotarł tu wieczorem i nie miał pomysłu na kolejny dzień.
Wieczór pokazał, jaki on będzie. Zaczęło lać, a poranek całkowicie skąpany we mgle nie zachęcał do dalszej wędrówki.
Gdy przetarło się trochę ruszyłem w dalszą drogę.
Tuż nad Starymi Wierchami, na pierwszej polanie rozciąga się panorama, z której można zobaczyć okolice Babiej Góry, Tatry i chyba Spiską Magurę.
Idąc czułem jakiś niepokój w sercu, bo nieśpieszny spacer w założeniu, przerodził się w marsz. Zdziwiłem się, że to już, gdy niepostrzeżenie mijając Groniki dotarłem na polanę Grodziska, na której znajduje się rozdroże ścieżki dydaktycznej omijającej Obidowiec i prowadzącej na Polanę Suchora. Nie zwróciłem uwagi na to, że właśnie podchodzę na Obidowiec, na którym wiatrołom odsłonił widoki w kierunku Beskidu Wyspowego. Ze zdziwieniem spojrzałem na zegarek mijając rozdroże szlaków tuż za Obidowcem. To już? Przecież nigdzie mi się nie spieszy.
Aż oglądnąłem się wstecz, czy przez przypadek, na tej gorczańskiej drodze, nie dogania mnie starość popędzająca by jak najszybciej dotrzeć do schroniska.

Widok z polany przed Gronikami Widok z odsłoniętego Obidowca Polany za Obidowcem Droga za Obidowcem koło pomnika Podejście na Rozdziele w deszczu
Sprawę rozczygnęły polany za Obidowcem, na których usłyszałem złowieszczy głuchy pomruk. To nie był niedźwiedź, lecz przechodząca opodal burza, a zahaczająca swymi chmurami o moją trasę. Uspokoiłem się nieco wiedząc już, że niepokój mój wzbudziła nie starość, a zbliżający się deszcz.
Nie wspominam o pomniku będącym w niezmienionym stanie od powstania upamiętniającą katastrofę lotniczą, bo przy okazji odwiedzin w tym terenie już opisywałem to zdarzenie.
Największy deszcz przeczekałem pod liściastym drzewem, dającym największą ochronę, gdzieś tuż przed podejściem na Rozdziele. W zanikającym deszczu zacząłem na niego podejście i nie tak jak zawsze zboczem parowu wśród borowin i korzeni, a środkiem wąskiej drogi ze stromymi zboczami.

Na Rozdzielu zaczynają się mgły Na Rozdzielu w chmurach Wejście na Halę Turbacz Szałasowy Ołtarz na Hali Turbacz w przelatujących chmurach Powoli opuszczające Halę Długą chmury Schronisko na Turbaczu Widok z pod chmur w stronę Tatr
Wychodząc z parowu ujrzałem okolicę w białej poświacie. Mgła, a może chmura towarzyszyła mi do samego schroniska i nie pozwoliła zobaczyć panoramy z Rozdziela , na którym wiatrołom odsłonił okolicę. Rozdziele pamiętałem zawsze gęsto zarośnięte bujnymi drzewami.
Niesamowite wrażenie jak idąc rozstępują się przede mną mgły i pokazują kolejne zakręty drogi.
Tak doszedłem do Hali Turbacz, bo przez szczyt Turbacza nie było sęsu iść.
Na hali był ledwie widoczny ołtarz polowy, zasłonięty przez przetaczające się chmury.
Schronisko na Turbaczu przytuliło mnie i pozwoliło przeczekać kolejny deszcz, zostałem tu do rana.
Z okien jadalni zobaczyłem niesamowity widok. Tuż nad głowami zawisły ciężkie chmury, które ciągnęły się do samych Tatr, zasłaniając ich szczyty.

Hala Długa w przedpołudniowym słońcu
Kolejny dzień zapowiadał się bardziej optymistycznie. Zerknąłem przez okno na parujące lasy pobliskich szczytów.
Nadszedł czas pożegnania. Dziś opuszczę już Gorce, moje ulubione. Opuszczę, licząc, że już nie na zawsze.
Wyszedłem przed schronisko i z ledwie trochę podeschniętych kamieni placu zerknąłem tęsknie w stronę Hali Długiej, której tym razem nie odwiedziłem.
Dzisiejsza droga wiodła mnie do Niedźwiedzia zielonym szlakiem, tam gdzie nigdy nie byłem. Nie byłem, bo dawne trudności z transportem skutecznie odstraszały ten kierunek.
Być koło Turbacza i nie wejść na szczyt, to przecież nie możebne, zatem żegnając schronisko obrałem ten kierunek.
Ścieżka była jeszcze niewyschnięta, ale w przerwach pomiędzy chmurami wyłaniało się słońce, co nastrajało optymistycznie na bieżący dzień. Wchodziłem na wysokość 1310 mnpm, dobrze wydeptaną ścieżką, rozglądając się uważnie, bo 6 lat zrobiło różnicę. Szczyt Turbacza został bardziej odsłonięty od południowo wschodniej strony, a to zapewne jest zasługą wiatrów, które powaliły drzewa i szkodników, które je osłabiły.
Tak, więc Turbacz stał sie bardziej łysy. Pomyślałem, że to zupełnie tak jak ja, tylko z tą różnicą, że jemu szczecina odrośnie ( co widać już po jego północnej stronie), a mnie nie.
Teraz nie trzeba już szukać miejsca, z którego można zobaczyć Zalew Czorsztyński, bo widać go z samego szczytu.

Ścieżka ze schroniska na Turbacz Widok z Turbacza na Zalew Czorsztyński Panorama z Turbacza Hala Turbacz niewidoczna poprzedniego dnia Szałasowy Ołtarz
Intensywny wiatr "zwiał" mnie czerwonym szlakiem do drogi, którą prowadzi trasa rowerowa omijająca szczyt i przechodząca przez Halę Turbacz.
Teraz prowadzi się tu wypas regionalny owiec. Mijam ołtarz polowy na Hali Turbacz, która wydaje się być niezmieniona od wielu lat, by wstąpić i przynajmniej kawałek przejść na drogę, którą ostatnio odwiedzałem w 1980 roku - Na Czoło Turbacza.
Tu z pod Diabelskiego Kamienia ładnie widać okolicę, samą halę, szczyt Turbacza ( no może prawie) i Halę Długą. Teraz byłem na drodze, której nie odwiedzałem od 1980 roku. Idąc przez las zamyśliłem się.

Czoło Turbacza Widok na Halę Turbacz z Czoła Turbacza Czoło Turbacza Polana na rozstaju szlaków niebieskiego i zielonego za Czołem Turbacza
Właśnie w tamtym roku, w niezbyt pewną pogodę wybrałem się z kolegą na Turbacz. Już poprzedniego dnia czułem się chory, oblewały mnie poty, czułem jakbym miał podwyższoną temperaturę. Jednak nie mogłem przegapić takiej okazji.
Gdy dojeżdżaliśmy do Kowańca moje samopoczucie nie było jeszcze najlepsze. Pamiętam, że byłem ubrany w gruby niebieski, wełniany ( lub coś takiego) sweter i farbowaną na zielono kangurkę, która zresztą przy każdej okazji ( a szczególnie tej wilgotnej) oddawała swój kolor innym częściom garderoby. Idąc pod górę ( jeśli dobrze pamiętam żółtym szlakiem) widzieliśmy mokre połacie ziemi pod drzewami, na których igiełkach kondensowała się para wodna i nie mogąc się utrzymać na wąskiej powierzchni spadała na dół. A samopoczucie było coraz lepsze. Wystarczyło jeszcze, w prawie pustym schronisku umyć nogi w lodowatej wodzie, (bo w tamtych czasach tą lodowatą podgrzewali do zimnej tylko jak było dużo ludzi), by w następny dzień obudzić się zupełnie zdrowym.
Od tego czasu mam takie powiedzenie "Czujesz się chory to idź na Turbacz i umyj nogi w zimnej wodzie".
Wtedy schodziliśmy niebieskim szlakiem do Koninek, a z tamtej drogi pamiętam tylko ten właśnie Diabelski Kamień, las i strome zejście, którym aby nie poślizgnąć się na mokrym gruncie, spuszczaliśmy się trzymając od drzewa do drzewa
Już na asfalcie, że pogoda nie była najlepsza rozgrzewaliśmy się parafrazując refren piosenki Skaldów - wiosna:
"Słońce - cieplejszy wieje wiatr, Słońce - znów nam ubyło lat, Słońce, Słońce wychodź wychodź już ".

Ścieżka koło Kopieńca
Teraz z zamyślenia wyrwał mnie przedzierający się widok przez rozstępujące się drzewa. Jakoś go się tu nie spodziewałem. Chyba niezbyt uważnie studiowałem mapę.
Nienazwana polana pozwalała podziwiać okoliczne wzniesienia Beskidu Wyspowego w przepięknej scenerii, którą idzie szlak niebieski w dół polany.
Mnie przyszło jednak skręcić w prawo za zielonymi znakami, które prowadzą wąską ścieżką przez lasy, gdzie w bardziej charakterystycznych miejscach są znaki informacyjne. I tak na przykład po zejściu na nienazwaną na mapie przełęcz ze znaków dowiadujemy się, że jest to Polana Limierze, zresztą już nie polana, bo całkowicie zarośnięta, na której wypalano węgiel. Dalej, po drobnym podejściu dowiadujemy się, że jest to Kopieniec 1080 mnpm, w zasadzie to najbliższe wzniesienie to Kopieniec, a znak znajduje się jakieś 20 m poniżej szczytu.
Idąc tamtędy można się całkowicie wyciszyć, będąc tak samotnie i blisko natury jak tylko można. Tu należy poczynić jednak drobne założenie dotyczące bliskości natury, wykluczając ekstremalną bliskość natury taką jak błoto po kolana, lanie jak z cebra czy zaliczenie gleby w błotnistej kałuży.

Kapliczka Matki Bożej w dziupli Powalone drzewa przy Wierchu Spalone Polana Spalone Polana Solnisko Wejście na Polanę Turbaczyk
Nieco dalej, ale jeszcze na zboczu Kopieńca, spotykamy ławeczkę postawioną przed kapliczką Matki Bożej w niesamowity sposób wkomponowaną w dziuplę drzewa po przeciwnej stronie ścieżki.
Dalej jest Wierch Spalone przy którym powalone drzewa zostały przecięte tylko po to by udrożnić ścieżkę. Za Wierchem Spalone wkraczamy na niewielką polanę Spalone, z której nie ma, tak jak się spodziewałem, widoków, są za to borówki i niczym niezmącona natura dziko wybujała na kiedyś zagospodarowanych terenach. Kawałek dalej następna polana Solnisko, równie dziko wybujała, wzbogacona jest o ruiny bacówki.
Po tej uroczej w swojej naturalności polanie wstępujemy znowu w las by minąć Turbaczyk 1078 mnpm, pożegnać tą niesamowitą dzikość i doznać wstrząsu estetycznego na właśnie otwierającej się polanie Turbaczyk.

Panorama z Polany Turbaczyk
A to co zobaczyłem pretendowało do miana najwspanialszych panoram Gorców. Tam gdzieś w dali majaczył Ćwilin, a idąc z boku powoli wyłaniało się ramię Kudłonia zaczynające się na Polanie Pustak.
Szedłem gapiąc się na co raz bardziej rozległą polanę i panoramę gór, nie zważając zupełnie na drobne nierówności ścieżki.
W kulminacyjnym punkcie polany jest ławka na której można odpoczęć przegryzając małe co nie co i sycąc się widokiem który z tego miejsca rozpościera się na jakieś 270 stopni. Spotkałem tu osobę, najprawdopodobniej pracownika Gorczańskiego Parku Narodowego, który po wstępnej rozmowie o wszystkim i niczym, przedstawił mi wszystkie szczyty, które z stąd widać. Nie powtórzę, bo jest ich tyle że nie spamiętałem. Może warto się tu wybrać i samemu zobaczyć.

Panorama z Polany Turbaczyk Panorama z Polany Turbaczyk Panorama z Polany Turbaczyk
Panorama Basielka Asfaltowa droga do Niedźwiedzia
Po tej uczcie i dłuższym popasie wspomożonym nieodpartą niechęcią do oddalenia się z tego miejsca czekała jeszcze jedna polana. Położona o jakieś 36 m niżej Basielka, która jednak po poprzedniej uczcie nie mogła zachwycić. Jest to rozległa i płaska polana, z której panorama jest zasłonięta przez odległe drzewa we wszystkich kierunkach.
Tu kończył się już górski etap mojej podróży, bo już za chwilę opuszczam wysokość 1000 mnpm by ostrą wyrypą zejść do przysiółka Zapały, z skąd do Niedźwiedzia zostało mi jeszcze jakieś 4 km.
Szedłem tak asfaltem nie niepokojony przez nikogo, wsłuchany w ogłuszający dźwięk cykad, podziwiając okoliczne wzniesienia, z nieukrywanym smutkiem, bo już z dołu.

Strona główna

Meni

Szlakami Wspomnień
odwiedzin 3535