Moje góry

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Beskid Sądecki 2022 - Hala Łabowska, Obidza

nagłówek

Za kilka chwil zostaną już tylko wspomnienia

Beskid Sądecki 2022 - Hala Łabowska, Obidza

Aktualizacja 2022-08-30

Z Jaworzyny Krynickiej przez Halę Łabowską i Cyrlę do Życzanowa.

Trasa: Jaworzyna Krynicka - Hala Łabowska (czerwony) - Cyrla (czerwony) - Życzanów (niebieski)

Jaworzyna Krynicka Schronisko na Jaworzynie Krynickiej
Hala Łabowska. Tak jak w tamtym roku, tylko, że tym razem spełniłem swoje pragnienie. W tym konkretnym dniu stanąć na Hali Łabowskiej i uczcić go butelką piwa. Tak stanąłem na Jaworzynie Krynickiej w dniu 3 lipca.
Tym razem nie zagaiłem długo na samym szczycie i poszedłem do schroniska na Jaworzynie Krynickiej szeroką drogą prowadzącą ze szczytu. Samo schronisko wyglądało nieco przygnębiająco, jako że w środku było pusto, a przed nim tylko parę osób. Miałem wrażenie, że jest ono po prostu nieczynne. Jak się później okazało, a dokładniej przeczytałem w internecie od 4 lipca obiekt objął nowy gospodarz.

Świerza zieleń przed Runkiem Czubakowskim Runek Czubakowski Przejaśnienie przed Runkiem Wieczne kałuże
Poszedłem dalej, dobrze już znaną drogą. Dawno o tak wczesnej porze, początkiem lata, nie byłem w tych okolicach. Rozglądając się widziałem jasną świeżą zieleń, zieloniutkie szyszki na drzewach.
Podziwiając przyrodę szybko doszłem na Runek Czubakowski, Chyba pierwsze fajne miejsce na tej trasie. Tu Szlak czerwony spotyka się z niebieskim, który idzie bezpośrednio z Krynicy w kierunku Bacówki Nad Wierchomlą, potem przez Pustą Wielką do Żegiestowa.
Ruszyłem Czerwonym na Halę Łabowską. Tusz przed Runkiem zobaczyłem otwartą przestrzeń, której w poprzednim roku nie widziałem, może nie zauważyłem. Miło było popatrzeć na panoramę z miejsca, z którego jeszcze jej nie oglądałem. Minąłem szczyt i rozstaje dróg pod Runkiem. Dalej trasa szła szybko, bo dobrze ją już znałem. Turystów też ubyło, jak przed rozstajem, co chwilę kogoś mijałem, to teraz byłem tylko ja i przyroda.
Gdzieś przed połową drogi między rozstajem dróg pod Runkiem, a Holą, zaraz niedaleko schronu turystycznego są wieczne kałuże. W tamtym roku urosły do wielkich rozmiarów, w tym z kolei zarosły czyniąc z tego mikroklimatu prawdziwe uzdrowisko dla żab.

Zarośnięta polana pod Jaworczykiem Hala Jawor przed szczytem Jawor Panorama z Hali Łabowskiej Wieczór na Hali Łabowskiej
Przed Jaworem są dwie polany. Pierwsza, z której oglądałem w poprzednich latach, fajne panoramy zajadając borówki już prawie całkowicie zarosła młodym lasem. Druga, już blisko Jawora, przekracza magiczną wysokość 1000 m npm i pozwala podziwiać okoliczne wzniesienia. Jeszcze tylko mijam Jawor (1027 m) i spotykam charakterystyczne błotka rozpoczynające Halę Łabowską.
Wczesnym latem mimo popołudniowej pory słońce jest jeszcze wysoko, wspaniale oświetlając jasną zieleń przyrody. W tej scenerii zabrałem się do realizacji mojego planu. Zakupiłem niezbędny rekwizyt i udałem się na nieco powyżej położoną ławkę celem rozpoczęcia uroczystości. Charakterystyczny syk otwieranej butelki rozpoczął ceremonię. Siedziałem samotnie nieśpiesznie popijając piwo, jednocześnie wpatrując się w mocno pofałdowaną dal, a kilka telefonów z życzeniami dopełniło podniosłości tej wieczornej jubileuszowej pory.
Dzień jeszcze długi nie chciał się szybko zakończyć. Siedziałem wpatrując się w ciemniejącą dal, oświetloną już schowanym za horyzontem słońcem. Robiło się coraz ciemniej, z boku powoli wyłonił sie księżyc, poszarzała hala zapadła w milczenie, nawet wiatr nie zaszeleścił w trawach. To znak że ten szczególny dzień się skończył, że czas przytulić głowę do uformowanych na poduszkę ciuchów i wstąpić w objęcia Morfeusza. Nie obyło się bez komplikacji. Gdy tylko ułożyłem się na łóżku, usłyszałem charakterystyczny trzask, po którym moja zadnia część ciała znalazła się na podłodze. Spróbowałem spędzić tę noc na górnej części łóżka, ale gdy tylko postawiłem nogę na drabince, zwaliło się na mnie, opierając się o drugą ścianę ciasnego pomieszczenia. Za późno już było prosić gospodarzy o inny pokój, bo wszyscy spali. Zrobiłem zatem sobie posłanie na podłodze, zaliczając w ten sposób najdroższą w moim życiu glebę.

Bukawy las za Halą Łabowską Droga przed Wierchem nad Kamieniem Ogołocony Wierch nad Kamieniem Hala Barnowska
Kolejny dzień rozpoczął się nieco melancholijnie, jako że poranek oznaczał opuszczenie miejsca pełnego wspaniałych wspomnień, jednocześnie wstępowałem w kolejny dzień samotnej wędrówki przez wspaniałe wzgórza, polany i lasy naszych Beskidów.
Pierwsza część drogi wiedzie głębokim lasem bukowym, w którym drogę umila radosny śpiew ptaków. Czasami pojawiają się przejaśnienia, które najprawdopodobniej wyrąbał wiatr, robiąc zupełne spustoszenie na Wierchu nad Kamieniem. Nie ukrywam, że takie zniszczenia, dodają zdecydowanie atrakcyjności tej części drogi. Pamiętam z przed kilku lat, że praktycznie się szło przez las aż do samych hal.
Oto one się właśnie rozpoczęły. Pierwsza i chyba najrozleglejsza rozciąga się po horyzont ograniczony ze wszystkich stron czernią lasu, z nad którego wierzchołków drzew można dojrzeć zabudowania Nowego Sącza. Idąc zawsze uważałem, że jest to kilka hal (no przynajmniej dwie), bo oddzielonych pasem drzew. Lecz jak wyczytałem pierwsza nie jest tą nienazwaną, a druga taką malutką, lecz jest to jedna hala nosząca dumną nazwę Barnowska.
Dalej już tylko przejście przez las i spotykamy szlak żółty idący od Frycowej przez Górę Sokołowską na Halę Pisaną, a dalej do Piwnicznej przez fajne hale. Nadchodzi Hala Pisana, na której w kulminacyjnym punkcie jest pomnik upamiętniający śmierć żołnierza AK w 1944 roku. Hala kończy się dosyć szybko przeprawą przez las z wiecznymi kałużami.

Przed Zadnie Góry Łazisko Polana na czarnym szlaku narciarskim przy Zadnie Góry Łazisko Początek Hali Kokuszczańskiej Panorama z Hali Kokuszczańskiej
To tu zaczynają się Zadnie Góry jako kompleks szczytów, ze swoim chyba pierwszym na tej trasie szczytem, a może jednak przełęczą Zadnie Góry Łazisko (932m). Tuż za nim odchodzi czarny szlak narciarski schodzący najprawdopodobniej do Złotnego, z jedną z najładniejszych panoram w Paśmie Jaworzyny.
Zaraz za przełęczą zaczyna się fantastyczna i ciągnąca się przez prawie 1.5 km hala Jaworzyna Kokuszczańska. Z niej można zerknąć na pasmo Radziejowej przezierające pomiędzy drzewami w poszczególnych jej częściach. Od niedawna bo od sierpnia 2020 na samym jej środku jest krzyż partyzancki poświęcony żołnierzowi Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców, który tu zginął w 1949 roku. Hala zamyka się fajnym widokiem na najprawdopodobniej słowackie góry, za którym jest szczyt Zadnie Góry. Teraz już tylko w dół do Cyrli lasem i fajną polaną z rozległą panoramą.

Hala Kokuszczańska Panorama z końcowej części Hali Kokuszczańskiej Panorama z polany przed Cyrlą Schronisko Cyrla widziane od tyłu
Cyrla jest przytulnym prywatnym schroniskiem o podwyższonym standardzie. Ranek w niej przywitał mnie siąpiącym deszczem, a przed takim najlepiej schronić się pod parasol drzew. Taką ochronę zapewniał szlak niebieski do Życzanowa i Barcic, no może z wyjątkiem jednej polany i szerokiej drogi przed Pomakowicą.
Na niebieski szlak wszedłem skrótem przy samym wejściu szlaku w las przed Makowicą, oszczędzając jakichś kilometr drogi. Stąd już było tylko 10 min drogi do szczytu, zaczynając małą wyrypą dochodzi się do charakterystycznego, ciasnego wzgórka, na którym zostały ułożone fikuśne sterty z kamieni. To właśnie ten szczyt. Makowica 948 m npm.
Dalej droga wiedzie bukowym lasem ciągle w dół, by wejść na drobne przejaśnienie, skąd szlak skręca w rozległą polanę. To tu kiedyś szukałem wyjścia szlaku, bo nawet przygnieciona trawa nie wskazywała kierunku na polanie. Teraz już nie błądziłem, bo wiedziałem gdzie iść. Za polaną szlak wstępuje w wąską drogę, na której przewrócone drzewo zrobiło szlaban dla pojazdów mechanicznych. Tak idąc lasem ciągle w dół spotykamy szeroką drogę, na której drzewa już nie chronią przed drobniutkim deszczem, a widok jest charakterystyczny dla dróg schodzących w koryto rzeki, gdzie towarzyszy strumieniowi aż do samych domów.

Niebieski szlak przez Makowicę do Barcic Makowica Zejście do polany za Makowicą Polana za Makowicą Wąska ścieżka za polaną na niebieskim szlaku
Spotykając strumień dochodzimy do rozstaju dróg gdzie idąc prosto wstępujemy na żółty szlak gminny idący przeuroczą wsią Pomakowica, gdzie stare opuszczone chałupy ustępują nowym pięknym domom. Idąc tamtędy, podziwia się panoramę otaczających gór. Idąc w lewo żółtym szlakiem trafimy do Makowicy - wsi położonej niedaleko schroniska Cyrla.
Ja jednak wybrałem drogę w prawo schodzącą żlebem strumienia, zapewniając sobie ochronę przed deszczem. Idąc tak dochodzę do rozwidlenia dróg, gdzie dalsza część drogi idzie wzdłuż potoku Życzanowskiego. To tu kiedyś było miejsce z ławkami i schronem turystycznym, po których zostały tylko wspomnienia. Drogą tu jest teraz prowadzona zrywka drzew.

Wąska ścieżka za polaną na niebieskim szlaku Szeroka droga schodząca do skrzyżowania szlaków Miejsce w którym spotyka się szkak niebieski z żółtym gminnym Szeroka droga schodząca strumieniem do potoku Życzanowskiego
Gdyby nie błota kawałek dalej i niespotkane prze ze mnie nigdzie wcześniej rozwiązanie utwardzenia drogi wąwozu belkami w poprzek, z jednoczesnym podstemplowaniem brzegów, przeoczyłbym niesamowity most z zadaszeniem na Życzanowskim potoku. Parę lat temu przechodziłem nim idąc niebieskim szlakiem. Dzisiaj jest zamknięty, a tablice ostrzegawcze informują, że grozi zawaleniem. Chyba podzieli los wcześniej mijanego miejsca.
Z tego miejsca został wytyczony nowy szlak, obchodzący zamknięty most i skręcający w lewo na zbocze, gdzie po krótkim podejściu, trawersuje go, dochodzi do drogi z betonowych krat, a stamtąd już do asfaltu do Życzanowa. Tu, w obliczu narastającego deszczu, rozstałem się z niebieskim szlakiem, który idzie z powrotem do góry asfaltem, by po chwili wstąpić na zbocze Garby i iść otwartą przestrzenią do Woli Korguleckiej i dalej do Barcic.
Poszedłem do Życzanowa asfaltem, skąd z kolei, mając na względzie zbliżający się następny bardziej intensywny deszcz, zmieniłem plan odwiedzenia Niemcowej na odwiedziny w Bacówce na Obidzy. Jak się później dowiedziałem, od przygodnych osób, była to szczęśliwa decyzja, bo chatka na Niemcowej jest już zamknięta dla turystów. A szkoda, bo była położona w przepięknym miejscu, z którym łączy mnie wiele wspaniałych wspomnień z lat młodości.

Droga z bali Nieczynny most nad Głębokim Jarem Błotnista droga, na szczęście szlak z niej skręca

Z Obidzy do Jaworek, Eliaszówka

Trasa: Kosarzyska - Obidza (czerwony) - Jaworki (czerwony)
Obidza - Eliaszówka (zielony)

Panorama z Bacówki na Obidzy Widok z polany za Obidzą w kierunku Małych Pienin
Na Obidzę wyruszyłem z Kosarzysk, gdzie dowiozła mnie komunikacja z Piwnicznej. Na tej drodze nie byłem pieszo jakieś 30 lat i nie pamiętałem jej z tej perspektywy zupełnie. Idzie się przez cały czas w górę asfaltem. Przed Suchą Doliną jest miejsce poświęcone kurierom przeprowadzającym ludzi przez zieloną granicę w okresie II wojny światowej. Dalej już kultowe zimowe miejsce z okresu lat 70 i 80-tych - Sucha Dolina. Wtedy chyba to tu kończyła się droga i zaczynała ścieżka.
Teraz asfalt wije się dalej by za doliną stromym podjazdem wejść w las, gdzie jest zorganizowany chyba nowy parking dla turystów. Nowy, bo od niedawna nie można parkować na Przełęczy Gromadzkiej.
Zakwaterowałem się w Bacówce na Obidzy, przeuroczym miejscu, do którego na pewno będę wracał i mam nadzieję, że nie tylko wspomnieniami. Mógłbym siedzieć przed budynkiem godzinami i wpatrywać się w panoramę. A przede mną wzgórza Pasma Jaworzyny, tam gdzie jeszcze parę godzin temu byłem.
Jako, że zapowiadany deszcz nie nadchodził wybrałem się na małą wycieczkę drogami Obidzy w poszukiwaniu zapowiadanego deszczu. Nie znalazłem go, ale on mnie znalazł gdy wchodziłem do Bacówki. Noc należała już do niego.

Obidza. Parujące lasy po deszczu. Droga na Eliaszówkę po deszczu.
Poranek niemrawo przecierał oczy zamglone parującymi lasami.
Wybrałem się zwiedzić ponownie Eliaszówkę. Ociekające deszczem leśne ostępy przywołały dawne wspomnienia mokrych wypraw, przez niezrównane szlaki Beskidu. Idąc tak, na szczęście terenem, który nie robi problemów w taki mokry dzień, omijałem świeże kałuże, na szczęście niezamieniające się w błoto.
Idąc spotkałem polanę na której była dawna ( może nawet obecna) stacja końcowa orczykowego wyciągu narciarskiego z Suchej Doliny. Znalazłem ugniecioną ścieżkę do tego miejsca, bo idąc pełną trawą buty by najprawdopodobniej nie wytrzymały, dotarłem do miejsca troszkę poniżej górnego krańca wyciągu. Warto było, bo stamtąd rozciąga się fajny widok na wzgórza za Piwniczną.

Końcowa stacja wyciągu narciarskiego z Suchej Doliny Końcowa stacja wyciągu narciarskiego - panorama.
Dalsza część drogi ciągle wznosząca się w górę, nie nastręczała problemów. Powitanie Eliaszówki rozpocząłem od małego popasu na słowackiej jej części wcinając obficie tam obrodzone i świeżo umyte borówki. Potem wizyta na wieży widokowej, skąd można podziwiać okoliczne pasma, z Pasmem Jaworzyny, Radziejowej i Pienin włącznie.
Powrót tą samą drogą, za to wzbogacony widokiem ociekającej z niedawnego deszczu niskopiennej przyrody, jak i widoku, niewątpliwie niosącej pokaźne ilości wody chmury, za wierzchołkami drzew. Powrót do Bacówki już asfaltową drogą zawsze pozostawia we mnie miłe wspomnienia tych wzgórz, gdzie z radością przemierzałem szlaki teraz i za lat młodości w ubiegłym wieku.

Droga na Eliaszówkę Wierza widokowa na Eliaszówce Widok z wieży na Eliaszówce
Pożegnanie Obidzy Widok Tatr z polany za Obidzą
W kolejny dzień przyszło mi pożegnać uroczy zakątek, za to w towarzystwie radośnie świecącego słońca.
Droga moja, mało ambitnie, wiodła do miejscowości o magicznej nazwie Jaworki.
Nie wiem czemu, ale to miejsce wzbudza we mnie ciepłe wspomnienia. Droga wiodła czerwonym szlakiem, trasą którą już przypomniałem sobie kilka lat temu.
Zrobiłem sobie małą dygresję w kierunku Małego Rogacza, gdzie kiedyś po pierwszym podejściu, obok owocowego drzewa, można było dojrzeć Pieniny. Teraz już nie widać stamtąd nic, bo roślinność po wcześniejszej zawierusze zdążyła już wybujać.

Polana za Obidzą
Droga czerwonym szlakiem w kierunku Jaworek zawsze mile mi sie kojarzy, choć przyznam, że nie wiem dlaczego.
Przed Ruskim Wierchem jest mała polanka z której można podziwiać Trzy Korony. Zaraz za nim jest rozległa polana , z której widać już nie tylko ten kultowy szczyt, ale również Tatry i całe Pasmo Małych Pienin.
Te ostatnie pokazują swój urok, jak minąwszy polanę i las dojdziemy do rozległej hali Białej Wody, gdzie nadal wypasa sie owce. Przepiękny widok na dolinę Białej Wody i sterczącej skały, niczym ożaglowany maszt skamieniałego tu żaglowca dostarcza niesamowitych wrażeń.
Potem już tylko zejście do parkingu przy Białej Wodzie i kilku kilometrowy marsz asfaltem wzdłuż zabudowań.
Tak skończyła się moja włóczęga. Włóczęga reaktywowana, najdłuższa w tym wieku. Lecz obarczona tęsknotą, dawnych szczęśliwych młodych lat, w których radość serca wzbudzała nie tylko przyroda, ale i radość z towarzystwa równie młodych i niejednokrotnie przypadkowo spotkanych przyjaciół. Jednocześnie w sercu gości smutek, ze świadomości, że to już ostatnie podrygi podstarzałego włóczęgi.

Widok na dolinę Białej Wody z podejścia na Małego Rogacza Widok na Trzy Korony z polany przed Ruskim Wierchem Wejście na polanę pomiędzy Ruskim Wierchem a Jasienikiem Dolina Białej Wody Dolina Białej Wody, w tle Trzy Korony, po lewej stercząca skała rezerwatu Białej Wody Skała - Rezerwat Białej Wody widziany z góry

Strona główna

Meni

Szlakami Wspomnień
odwiedzin 3535