Z Klikuszowej przez Stare Wierchy, Turbacz i Turbaczyk do Niedźwiedzia
Trasa: Klikuszowa - Skałka (trasa rowerowa) - Stare wierchy (niebieski)
- Schronisko na Turbaczu (czerwony i szlak rowerowy) - Turbacz (Czerwony)
- Hala Turbacz (czerwony i szlak rowerowy) - Turbaczyk (Zielony)
- Niedźwiedź (Zielony)
Ostatnie dni urlopu nie zapowiadały się najlepiej. Wygrała jednak chęć poobcowania z przyrodą zamiast błogiego lenistwa.
Tak, zatem znalazłem się w autobusie jadącym w kierunku Zakopanego. Nie był to jednak cel mojej podróży, bo tam wśród tłumów ciężko pokontemplować ("nie narażając się na oplucie któregoś z przechodniów").
Chciałem odwiedzić ulubione moje Gorce, drogą, którą nie raz przechodziłem, czyli zaczynając od Rdzawki. Jednak w obecnych czasach autobusy się tam nie zatrzymują, zatem jechałem do Klikuszowej,
z niepokojem zerkając w stronę nieba, gdzie kłębiące się chmury, zwiastowały dżdżystą wycieczkę, a przynajmniej jej początek.
Wysiadając z autobusu, wiedziałem już, że moja droga nie obędzie się bez drobnego mycia, mając nadzieję, że nie przemieni się w szorowanie lub obfity prysznic.
Idąc tak przez miejscowość jakieś 2 km drogą, miałem przyjemność zasmakować lekkiego chłodzenia drobną wilgocią, by jakiś kilometr dalej w przysiółku Białka, już na samym końcu asfaltu
zażyć kąpieli słonecznej w letnich promieniach naszej ulubionej gwiazdy, podziwiając pierwszą panoramę na tej trasie.
Sielanka nie trwała długo. Bo chwilę po tym jak opuściłem ostatnie zabudowania, gdzieś w lasach wzniesienia Skałka, napotkał mnie rzęsisty deszcz.
Trochę później spotkałem niebieski szlak z Rdzawki do Starych Wierchów.
Tu na pierwszej polanie omijając, jak sądzę wieczną kałużę, zobaczyłem panoramę Tatr, której w poprzednich moich wycieczkach tą trasą nie widziałem tak wyraźnie.
Droga szła znanymi mi miejscami, lecz nie obyło się bez drobnych zaskoczeń, takich jak, zaraz za Jaworzyną 943m, szeroka panorama w kierunku północno zachodnim, no może zachodnim, której wcześniej nie widziałem, no może nie zauważyłem, albo po prostu nie pamiętam. W końcu od ostatnich odwiedzin w tym miejscu minęło 6 lat.
Aż strach pomyśleć jak ten czas szybko umyka.
Droga na Stare Wierchy umykała mi tak szybko jak on, przeplatając przemykające ciężkie chmury z przepięknie niebieskim niebem,
lekkie błotka i nużącą drogę przez las z przerwami na świeżo myte borówki, po które nawet nie trzeba było się schylać.
Nadeszło obfite błoto zagradzające drogę, a raczej droga, która zmieniła się w błoto, a to znak, że już za świerkami wyłonią się Stare Wierchy.
W powszedni i dżdżysty dzień ciche i spokojne, przycupnięte przy polanie i szerokiej drodze w kierunku Turbacza.
Jadalnia zdecydowanie sie zmniejszyła na korzyść okazałego bufetu, dobrze prezentującego oferowane dobra.
W taki dzień w schronisku można spotkać ciekawych ludzi.
Była tu para dopiero poznająca Gorce, gość, który szedł czerwonym szlakiem już dłuższy czas i chłopak, który dotarł tu wieczorem i nie miał pomysłu na kolejny dzień.
Wieczór pokazał, jaki on będzie. Zaczęło lać, a poranek całkowicie skąpany we mgle nie zachęcał do dalszej wędrówki.
Gdy przetarło się trochę ruszyłem w dalszą drogę.
Tuż nad Starymi Wierchami, na pierwszej polanie rozciąga się panorama, z której można zobaczyć okolice Babiej Góry, Tatry i chyba Spiską Magurę.
Idąc czułem jakiś niepokój w sercu, bo nieśpieszny spacer w założeniu, przerodził się w marsz. Zdziwiłem się, że to już, gdy niepostrzeżenie mijając Groniki dotarłem na polanę Grodziska,
na której znajduje się rozdroże ścieżki dydaktycznej omijającej Obidowiec i prowadzącej na Polanę Suchora. Nie zwróciłem uwagi na to, że właśnie podchodzę na Obidowiec, na którym wiatrołom
odsłonił widoki w kierunku Beskidu Wyspowego. Ze zdziwieniem spojrzałem na zegarek mijając rozdroże szlaków tuż za Obidowcem. To już? Przecież nigdzie mi się nie spieszy.
Aż oglądnąłem się wstecz, czy przez przypadek, na tej gorczańskiej drodze, nie dogania mnie starość popędzająca by jak najszybciej dotrzeć do schroniska.
Sprawę rozczygnęły polany za Obidowcem, na których usłyszałem złowieszczy głuchy pomruk. To nie był niedźwiedź, lecz przechodząca opodal burza, a zahaczająca swymi chmurami o moją trasę.
Uspokoiłem się nieco wiedząc już, że niepokój mój wzbudziła nie starość, a zbliżający się deszcz.
Nie wspominam o pomniku będącym w niezmienionym stanie od powstania upamiętniającą katastrofę lotniczą, bo przy okazji odwiedzin w tym terenie już opisywałem to zdarzenie.
Największy deszcz przeczekałem pod liściastym drzewem, dającym największą ochronę, gdzieś tuż przed podejściem na Rozdziele.
W zanikającym deszczu zacząłem na niego podejście i nie tak jak zawsze zboczem parowu wśród borowin i korzeni, a środkiem wąskiej drogi ze stromymi zboczami.
Wychodząc z parowu ujrzałem okolicę w białej poświacie. Mgła, a może chmura towarzyszyła mi do samego schroniska i nie pozwoliła zobaczyć panoramy z Rozdziela
, na którym wiatrołom odsłonił okolicę. Rozdziele pamiętałem zawsze gęsto zarośnięte bujnymi drzewami.
Niesamowite wrażenie jak idąc rozstępują się przede mną mgły i pokazują kolejne zakręty drogi.
Tak doszedłem do Hali Turbacz, bo przez szczyt Turbacza nie było sęsu iść.
Na hali był ledwie widoczny ołtarz polowy, zasłonięty przez przetaczające się chmury.
Schronisko na Turbaczu przytuliło mnie i pozwoliło przeczekać kolejny deszcz, zostałem tu do rana.
Z okien jadalni zobaczyłem niesamowity widok. Tuż nad głowami zawisły ciężkie chmury, które ciągnęły się do samych Tatr, zasłaniając ich szczyty.
Kolejny dzień zapowiadał się bardziej optymistycznie. Zerknąłem przez okno na parujące lasy pobliskich szczytów.
Nadszedł czas pożegnania. Dziś opuszczę już Gorce, moje ulubione. Opuszczę, licząc, że już nie na zawsze.
Wyszedłem przed schronisko i z ledwie trochę podeschniętych kamieni placu zerknąłem tęsknie w stronę Hali Długiej, której tym razem nie odwiedziłem.
Dzisiejsza droga wiodła mnie do Niedźwiedzia zielonym szlakiem, tam gdzie nigdy nie byłem. Nie byłem, bo dawne trudności z transportem skutecznie odstraszały ten kierunek.
Być koło Turbacza i nie wejść na szczyt, to przecież nie możebne, zatem żegnając schronisko obrałem ten kierunek.
Ścieżka była jeszcze niewyschnięta, ale w przerwach pomiędzy chmurami wyłaniało się słońce, co nastrajało optymistycznie na bieżący dzień. Wchodziłem na wysokość 1310 mnpm, dobrze wydeptaną
ścieżką, rozglądając się uważnie, bo 6 lat zrobiło różnicę. Szczyt Turbacza został bardziej odsłonięty od południowo wschodniej strony, a to zapewne jest zasługą wiatrów, które powaliły
drzewa i szkodników, które je osłabiły.
Tak, więc Turbacz stał sie bardziej łysy. Pomyślałem, że to zupełnie tak jak ja, tylko z tą różnicą, że jemu szczecina odrośnie ( co widać już po jego północnej stronie), a mnie nie.
Teraz nie trzeba już szukać miejsca, z którego można zobaczyć Zalew Czorsztyński, bo widać go z samego szczytu.
Intensywny wiatr "zwiał" mnie czerwonym szlakiem do drogi, którą prowadzi trasa rowerowa omijająca szczyt i przechodząca przez Halę Turbacz.
Teraz prowadzi się tu wypas regionalny owiec. Mijam ołtarz polowy na Hali Turbacz, która wydaje się być niezmieniona od wielu lat, by wstąpić i przynajmniej kawałek przejść na drogę, którą ostatnio
odwiedzałem w 1980 roku - Na Czoło Turbacza.
Tu z pod Diabelskiego Kamienia ładnie widać okolicę, samą halę, szczyt Turbacza ( no może prawie) i Halę Długą.
Teraz byłem na drodze, której nie odwiedzałem od 1980 roku. Idąc przez las zamyśliłem się.
Właśnie w tamtym roku, w niezbyt pewną pogodę wybrałem się z kolegą na Turbacz. Już poprzedniego dnia czułem się chory, oblewały mnie poty, czułem jakbym miał podwyższoną temperaturę. Jednak nie mogłem
przegapić takiej okazji.
Gdy dojeżdżaliśmy do Kowańca moje samopoczucie nie było jeszcze najlepsze. Pamiętam, że byłem ubrany w gruby niebieski, wełniany ( lub coś takiego) sweter i farbowaną na zielono kangurkę,
która zresztą przy każdej okazji ( a szczególnie tej wilgotnej) oddawała swój kolor innym częściom garderoby.
Idąc pod górę ( jeśli dobrze pamiętam żółtym szlakiem) widzieliśmy mokre połacie ziemi pod drzewami, na których igiełkach kondensowała się para wodna i nie mogąc się utrzymać na wąskiej powierzchni spadała na dół.
A samopoczucie było coraz lepsze. Wystarczyło jeszcze, w prawie pustym schronisku umyć nogi w lodowatej wodzie, (bo w tamtych czasach tą lodowatą podgrzewali do zimnej tylko jak było dużo ludzi),
by w następny dzień obudzić się zupełnie zdrowym.
Od tego czasu mam takie powiedzenie "Czujesz się chory to idź na Turbacz i umyj nogi w zimnej wodzie".
Wtedy schodziliśmy niebieskim szlakiem do Koninek, a z tamtej drogi pamiętam tylko ten właśnie Diabelski Kamień, las i strome zejście, którym aby nie poślizgnąć się na mokrym gruncie,
spuszczaliśmy się trzymając od drzewa do drzewa
Już na asfalcie, że pogoda nie była najlepsza rozgrzewaliśmy się parafrazując refren piosenki Skaldów - wiosna:
"Słońce - cieplejszy wieje wiatr,
Słońce - znów nam ubyło lat,
Słońce, Słońce wychodź wychodź już ".
Teraz z zamyślenia wyrwał mnie przedzierający się widok przez rozstępujące się drzewa. Jakoś go się tu nie spodziewałem. Chyba niezbyt uważnie studiowałem mapę.
Nienazwana polana pozwalała podziwiać okoliczne wzniesienia Beskidu Wyspowego w przepięknej scenerii, którą idzie szlak niebieski w dół polany.
Mnie przyszło jednak skręcić w prawo za zielonymi znakami, które prowadzą wąską ścieżką przez lasy, gdzie w bardziej charakterystycznych
miejscach są znaki informacyjne. I tak na przykład po zejściu na nienazwaną na mapie przełęcz ze znaków dowiadujemy się, że jest to Polana Limierze, zresztą już nie polana, bo całkowicie zarośnięta, na której
wypalano węgiel. Dalej, po drobnym podejściu dowiadujemy się, że jest to Kopieniec 1080 mnpm, w zasadzie to najbliższe wzniesienie to Kopieniec, a znak znajduje się jakieś 20 m poniżej szczytu.
Idąc tamtędy można się całkowicie wyciszyć, będąc tak samotnie i blisko natury jak tylko można. Tu należy poczynić jednak drobne założenie dotyczące bliskości natury, wykluczając ekstremalną bliskość natury taką jak
błoto po kolana, lanie jak z cebra czy zaliczenie gleby w błotnistej kałuży.
Nieco dalej, ale jeszcze na zboczu Kopieńca, spotykamy ławeczkę postawioną przed kapliczką Matki Bożej w niesamowity sposób wkomponowaną w dziuplę drzewa po przeciwnej stronie ścieżki.
Dalej jest Wierch Spalone przy którym powalone drzewa zostały przecięte tylko po to by udrożnić ścieżkę. Za Wierchem Spalone wkraczamy na niewielką polanę Spalone, z której nie ma, tak jak się spodziewałem, widoków,
są za to borówki i niczym niezmącona natura dziko wybujała na kiedyś zagospodarowanych terenach. Kawałek dalej następna polana Solnisko, równie dziko wybujała, wzbogacona jest o ruiny bacówki.
Po tej uroczej w swojej naturalności polanie wstępujemy znowu w las by minąć Turbaczyk 1078 mnpm, pożegnać tą niesamowitą dzikość i doznać wstrząsu estetycznego na właśnie otwierającej się polanie Turbaczyk.
A to co zobaczyłem pretendowało do miana najwspanialszych panoram Gorców. Tam gdzieś w dali majaczył Ćwilin, a idąc z boku powoli wyłaniało się ramię Kudłonia zaczynające się na Polanie Pustak.
Szedłem gapiąc się na co raz bardziej rozległą polanę i panoramę gór, nie zważając zupełnie na drobne nierówności ścieżki.
W kulminacyjnym punkcie polany jest ławka na której można odpoczęć przegryzając małe co nie co i sycąc się widokiem który z tego miejsca rozpościera się na jakieś 270 stopni.
Spotkałem tu osobę, najprawdopodobniej pracownika Gorczańskiego Parku Narodowego, który po wstępnej rozmowie o wszystkim i niczym, przedstawił mi wszystkie szczyty, które z stąd widać. Nie powtórzę, bo jest ich tyle
że nie spamiętałem. Może warto się tu wybrać i samemu zobaczyć.
Po tej uczcie i dłuższym popasie wspomożonym nieodpartą niechęcią do oddalenia się z tego miejsca czekała jeszcze jedna polana. Położona o jakieś 36 m niżej Basielka, która jednak po poprzedniej uczcie nie mogła zachwycić.
Jest to rozległa i płaska polana, z której panorama jest zasłonięta przez odległe drzewa we wszystkich kierunkach.
Tu kończył się już górski etap mojej podróży, bo już za chwilę opuszczam wysokość 1000 mnpm by ostrą wyrypą zejść do przysiółka Zapały, z skąd do Niedźwiedzia zostało mi jeszcze jakieś 4 km.
Szedłem tak asfaltem nie niepokojony przez nikogo, wsłuchany w ogłuszający dźwięk cykad, podziwiając okoliczne wzniesienia, z nieukrywanym smutkiem, bo już z dołu.
Pożegnanie z górami.
Już nie pójdę w te moje ulubione miejsca tam, gdzie niejednokrotnie drzewa dotykają swoimi czubkami podstawy chmur.
W moje ulubione Beskidy. ...
Teraz już widzę tamte miejsca, tylko zadzierając głowę do góry. ...
Pozostają już tylko wspomnienia.
Takich podróży ...
Niech te spisane wspomnienia przedłużą pamięć tego górskiego poczucia wolności i niezależności.
Z Muszyny przez Wielką Pustą, Bacówkę Nad Wierchomlą, Halę Łabowską, Cyrlę, Makowicę do Życzanowa. Trasa: Muszyna - Wielka Pusta (żółty) - Bacówka nad Wierchomlą (Niebieski)
- Rozdroże pod Runkiem (niebieski) - Hala Łabowska (czerwony)
- Cyrla (czerwony) - Makowica (czerwonyNiebieski)
- Podmakowica (Niebieski) - Życzanów (żółty gminny)
Muszyna przywitała nas chłodną, choć nadzwyczaj suchą pogodą ... celem naszym było Schronisko Nad Wierchomlą ...
Tu przyszła refleksja, nie widziałem pewnego szczytu jeszcze w tym wieku. Pomyślałem ... warto zwiedzić Pustą Wielką ...
Wychodząc z lasu przyszedł czas na wędrówkę otwartym terenem ...
smagani lodowatym wiatrem ... dotarliśmy do Bacówki Nad Wierchomlą i tu pełne zaskoczenie... w schronisku było pusto ...
Moje obawy potwierdziły się gdy tylko tam dotarliśmy. Na Hali Łabowskiej i to w najfajniejszych jej miejscach był rozłożony obóz strażacki ...
Wchodzimy zatem na teren Pomakowicy, gdzie pierwsze chałupy są opuszczone i dawno zarośnięte, jednocześnie rozpoczyna się marsz przez tereny otwarte, uprawne łąki...
Odwiedziny w Pieninach. Trasa: Krościenko Nad Dunajcem - Przełęcz Szopka (żółty) - Trzy Korony (Niebieski)
- Sokolica (niebieski) - Szczawnica (niebieski)
Szlakowy czas przejscia: 4 godz 45 min
Zapragnąłem odwiedzić miejsce, w którym dawno nie byłem. Okazja nadarzyła się ...
Szlak prowadził szeroką drogą, dobrze wydeptaną butami turystów ...
Na którymś ze spotkań szlaków w 1979 roku siedziała gospodyni i sprzedawała kwaśne mleko na kubki ...
Zmieniliśmy kolor szlaku z żółtego na niebieski, po to by w prawie tłoku dotrzeć do budki parku narodowego i kupić bilety wejściowe na Trzy Korony i Sokolicę...
Z kolejnych miejsc można zobaczyć sterczące skały z pionowymi urwiskami od strony południowej ...
Szlak wyprowadził nas na szczyt Czerteż, eksponowane miejsce oddzielające turystów od przepaści jedynie barierką...
Teraz już ostatnia atrakcja – Sokolica... Stąd w towarzystwie najsławniejszej celebrytki Pienin – osamotnionej sosny reliktowej pięknie widać zakole przełomu Dunajca...
Z Klikuszowej przez Stare Wierchy, Turbacz i Turbaczyk do Niedźwiedzia.
Ostatnie dni urlopu nie zapowiadały się najlepiej. Wygrała jednak chęć poobcowania z przyrodą zamiast błogiego lenistwa...
Chciałem odwiedzić ulubione moje Gorce, drogą, którą nie raz przechodziłem ...
Sielanka nie trwała długo. Bo chwilę po tym jak opuściłem ostatnie zabudowania, gdzieś w lasach wzniesienia Skałka, napotkał mnie rzęsisty deszcz. ...
W taki dzień w schronisku można spotkać ciekawych ludzi...
Niesamowite wrażenie jak idąc rozstępują się przede mną mgły i pokazują kolejne zakręty drogi. Tak doszedłem do Hali Turbacz ...
Po tej uroczej w swojej naturalności polanie wstępujemy znowu w las by minąć Turbaczyk 1078 mnpm, pożegnać tą niesamowitą dzikość i doznać wstrząsu estetycznego na właśnie otwierającej się polanie Turbaczyk...
Z Jaworzyny Krynickiej przez Halę Łabowską i Cyrlę do Życzanowa.
Hala Łabowska. Tak jak w tamtym roku, tylko, że tym razem spełniłem swoje pragnienie...
Jeszcze tylko mijam Jawor (1027 m) i spotykam charakterystyczne błotka rozpoczynające Halę Łabowską...
Charakterystyczny syk otwieranej butelki rozpoczął ceremonię. ...
To tu zaczynają się Zadnie Góry jako kompleks szczytów... Tuż za nim odchodzi czarny szlak narciarski schodzący najprawdopodobniej do Złotnego, z jedną z najładniejszych panoram w Paśmie Jaworzyny ... Z Obidzy do Jaworek, Eliaszówka
Na Obidzę wyruszyłem z Kosarzysk... na tej drodze nie byłem pieszo jakieś 30 lat ...
Zakwaterowałem się w Bacówce na Obidzy, przeuroczym miejscu, do którego na pewno będę wracał i mam nadzieję, że nie tylko wspomnieniami. ...
Wybrałem się na małą wycieczkę drogami Obidzy w poszukiwaniu zapowiadanego deszczu. Nie znalazłem go, ale on mnie znalazł. ...
Poranek niemrawo przecierał oczy zamglone parującymi lasami... Wybrałem się zwiedzić ponownie Eliaszówkę. ...
Droga moja, mało ambitnie, wiodła do miejscowości o magicznej nazwie Jaworki...
z której widać już nie tylko ten kultowy szczyt, ale również Tatry i całe Pasmo Małych Pienin...
Przepiękny widok na dolinę Białej Wody i sterczącej skały
Z Przełęczy Kocireskiej na Potrójną i nawet trochę dalej.
W jeden z pierwszych weekendów maja wybrałem się na Potrójną w Beskidzie Małym.
Jak spacer to najłatwiejsza drogą, czyli z Przełęczy Kocierskiej ... Zachwyciła mnie świeża, jasna zieleń drzew...
Na szczycie było sporo ludzi ...
Tak stąpając i myśląc - zerknę jeszcze za ten zakręt, no może następny, dotarłem na Łamaną Skałę... Z Makowa Podhalańskiego do Suchej Beskidzkiej przez Zawoję Przysłop
Maków Podhalański zawsze kojarzył mi się z moimi pierwszymi wycieczkami w góry. ...
W ogóle to cała wycieczka okazała się być pod znakiem asfaltu. ...
Wychodząc z lasu koło Magurki i znowu wstępując na asfalt odsłonił się widok na masyw Babiej Góry i Policy. ...
Udałem się w kierunku wieży widokowej będącej częścią ekskluzywnego kompleksu hotelowo restauracyjnego Beskidzki Raj ... Z Pcimia do Schroniska na Kudłaczach przez Działek
Rozpocząłem w Pcimiu żółtymi znakami... z okolicznych łąk można było zobaczyć panoramę w kierunku Lubonia ...
Zaskoczyły mnie czarne znaki prowadzące na szczyt i dalej do Wielkiego Kamienia ...
Warto wstąpić na polanę przed terenem schroniska i jakąś prywatną działką, by zobaczyć panoramę...
Z Jaworzyny Krynickiej na Halę Łabowską
Wybrałem jedną z najłatwiejszych dróg. Wycieczkę na Halę Łabowską. ... Niezauważenie minąłem Runek i znalazłem się na kolejnym rozdrożu ...
Gdzieś w okolicy Jawora i Cisowego Wierchu są dwie polany, z których można podziwiać wreszcie otwartą przestrzeń ... Z Hali Łabowskiej na Parchatkę
Jeszcze chwila i zza drzew wyłania się Hala Łabowska ze swym widokiem w północnym kierunku. ...
Ranek ... powiódł mnie na żółty szlak ...
Po drodze zobaczyłem znaki wskazujące kierunek do Studni Grzybiarzy. ...
Spojrzałem i zdziwiłem się. To stąd miał by być ten wspaniały widok ? ... A jednak im głębiej szedłem w polanę, tym las był niżej odsłaniając coraz to większą część gór. ... Z Hali Łabowskiej do Piwnicznej
Nadszedł ranek mojego ostatniego dnia pobytu w Paśmie Jaworzyny. ...
Po krótkim przejściu las się rozstąpił pozwalając słońcu oświetlić swymi promieniami drogę. Lubię takie przejścia. ...
Z lasów wychodzi się na rozległą Halę Barnowską ...
znak, że do Hali Śmietanowej już jest tylko 15 min drogi. ...
już niedługo opuszczę czerwony szlak i udam się w bardziej ciekawe, bo nieznane dla mnie tereny żółtego szlaku do Piwnicznej Zdrój. Ciekawość szlaku potwierdzał
jego kolor, bo żółte szlaki z reguły prowadzą otwartymi terenami. ...
Wycieczka na Leskowiec
Z pod chałupy ruszyłem leśną ścieżką (początek Osiedle Mydlarze Rzek) oznakowaną z rzadka kropkami i zielonymi maźkami na grań na której były już szlaki prowadzące do schroniska na Leskowcu. ...
W schroniskowym bufecie panuje maseczkowa maskarada. Dziwnie tak patrzyć na zamaskowane twarze, ale okres jest wyjątkowy.
W pamięci miałem niedaleki szczyt Leskowiec ... Wycieczka na Lamaną Skałę
Zacząłem rozglądać się za odpowiednim miejscem. Już kilkadziesiąt metrów od wejścia żółtego szlaku na grań zobaczyłem miejsce w którym rozstąpił się las zostawiając na wzgórku samotne
uschnięte drzewo. To było odpowiednie miejsce. Jak się później okazało najciekawsze w mojej wycieczce. Rozstąpiła się panorama pobliskich wzniesień lekko przysłonięta młodymi drzewami.
Usiadłem się na korzeniu i zajadając delektowałem uroczym miejscem. ... Wycieczka na Magurkę Wilkowicką
W ostatni dzień pobytu, w drodze powrotnej postanowiłem zwiedzić miejsce, w którym jeszcze nigdy nie byłem - Magurkę Wilkowicką. ...
Samo schronisko umiejscowione jest na rozległej polanie. Budynek okazały murowany z 1913 roku. ...
Gorc, baza namiotowa pod Gorcem i Gorcstok to idealnie do siebie pasują.
Celem było miejsce, które zapadło mi w sercu w latach 80-tych. Baza namiotowa pod Gorcem.
To tam w najbliższym czasie odbędzie się festiwal piosenki turystycznej i poetyckiej Gorcstok. Gdy o nim usłyszałem to pomyślałem:
nie ma lepszego miejsca na taką imprezę. Muszę tam być...
Pokręciłem się trochę po obozowisku i że deszczu jeszcze nie było widać poszedłem tam, gdzie najwyższy szczyt okolicy przyozdabia z daleka widoczny kapelusz.
Szczyt Gorca został ogołocony z drzew w których miejsce stanęła widokowa wieża. W dół schodzi potężna droga, znaków praktycznie ciężko dostrzec...
Z oddali usłyszałem dźwięk gitar przytłumiony zanikającym deszczem. Usłyszałem rozmowy sąsiadów - już czas. Zaczął się Gorcstok.
Ubrałem najcieplejsze ciuchy i udałem się pod płachtę...
Zszedłem na Halę Gorc Kamienicki szeroką drogą ociekającą nocnym deszczem, przedarłem się przez ciapowisko i stanąłem w centralnej części by móc znowu
podziwiać niesamowitą panoramę samego centrum Gorców...
Przez głowę przebiegła myśl. To mógłby być wspaniały koniec moich wędrówek... Gorce moje, wierchy moje czy kiedyś jeszcze was zobaczę ? ...
Babia Góra od strony Słowacji
Jest tam fajny szlak na Pilsko, zobaczymy. Już chwilę później znaleźliśmy się na słowackiej obczyźnie. Wyjście na szlak okazało się nieciekawe, bo prowadziło asfaltową drogą.
Kawałeczek dalej miała być wieża widokowa. I była. Jeszcze dalej następna. W ten sposób znaleźliśmy się jakieś 20 km w głąb Słowacji kawałek za Slaną Wodą...
Na trasie pomiędzy Babią Górą a Pilskiem
Było już niedaleko przełęczy. Po drodze minąłem kilka polan .. Las zamiast stać to leżał, zamiast być zielonym to uschnięty ...
pięknie odsłaniającą się, górującą nad wszystkim Babią Górę z jej mniejszą siostrą Małą Babią Górą ...
Pilsko łaskawie uczyniło mi honor
Pierwszym celem było rozwidlenie szlaków - Las Suchowarski. To tam mieliśmy zdecydować co robimy dalej...
Stało się jasne. Po raz pierwszy od 29 lat stanę na szczycie Pilska ...
Głęboki las został w dole, a nad nim rozciągała się panorama, gdzie masyw Babiej Góry zajmował
znaczną część horyzontu ...
Od Pięciu Kopców poszliśmy Żółtym szlakiem na Halę Miziową i dalej do Korbielowa ...
Pieniny i Pasmo Radziejowej - zaczarowane wspomnienia
Choć nie jest to włóczęga, choć nie jest to wędrówka to stacjonarna baza na Obidzy spełniała nasze pragnienia.
Jest wysoko i tak blisko gór, że doliny aż ciężko dojrzeć...
Eliaszówka - wieczorna panorama z wieży widokowej
Zobaczyliśmy znaki godzina do Eliaszówki. To był odpowiedni dystans
na ten dzień. Ruszyliśmy, a ja nie przypuszczałem nawet, że idę tą drogą z 1993 roku tylko w odwrotną stronę...
Wielki Rogacz, Radziejowa, Niemcowa - 30 lat minęło
Ruszyliśmy, a zakres wycieczki miał się narodzić na bieżąco. Minęliśmy Przełęcz Gromadzką wychodząc na rozległą polanę, z której można było podziwiać panoramę w oddali niewyraźnie majaczących Tatr.
Szliśmy przypominając sobie wspaniałe chwile z przed lat.
Obidza - Biała Woda - Pienińskie wspomnienia
Zatem uzgodniliśmy niech drzemiąca w nas włóczęgowska dusza zdecyduje przy śniadaniu. Przygotowani do drogi i pojedzeni zerknęliśmy na mapę...
Cyrla - dokończenie zeszłorocznej wycieczki
Chciałem koledze dać zasmakować wybornej górskiej kuchni w schronisku na Cyrli. Za radą gospodarzy wybraliśmy niebieskie znaki gminne z Młodowa...
Ustroń. Czyżby to już koniec ?
Tu się zaczęło kiedyś. Teraz tu się zaczyna inny rodzaj zwiedzania gór.
A do takiego zwiedzania Beskid Śląski chyba najbardziej się nadaje.
Zerknąłem na swoje książeczki GOT. Zapisy zaczynają się w 1981 roku. Mojej pierwszej wycieczki po Beskidzie Śląskim tam nie ma.
Musiała być wcześniej. Niewiele z niej pamiętam. Jakieś kojarzące się nazwy miejsc - Równica, Barania Góra, Skrzyczne, Wisła Głębce.
Pamiętam wyprawę 'Do źródeł Wisły' czyli na Baranią Górę. ...
Teraz odwiozłem żonę do sanatorium i nie omieszkałem zabrać jej w miejsca w których chyba byłem, a do których można się dostać samochodem
lub wyciągiem. Tak oto zacząłem dla mnie nowy rodzaj zwiedzania gór...
Pasmo Jaworzyny Hala Łabowska, a właściwie Pasmo Jaworzyny.
Dziwnym zrządzeniem losu zdarzyło się, że w ostatnich latach ( wycieczki po wielkiej przerwie ) Jaworzyna witała mnie niepewną pogodą. Żegnała przejaśnieniami, po to by dalszą część
włóczęgi przez pasmo Jaworzyny pokonać już w dobrych warunkach...
Szczyt Jaworzyny to właściwie małe miasteczko gastronomiczne, i nie wiem czy więcej jest tam ludzi obsługi, czy turystów.
Może po prostu trafiałem na niezbyt przyjazną pogodę, w którą niezbyt dużo ludzi chciało podziwiać panoramę z Jaworzyny - mglistą panoramę...
Gdy pierwszy raz odwiedziłem to miejsce nie było jeszcze wyciągu. Szedłem z centrum Krynicy...
Sam szczyt był nie podobny do obecnego zurbanizowanego wizerunku. Była to rozległa polana pełna wybujałych traw. Ostry wiatr smagał twarz wychładzając ciało.
Nie dało się tam długo posiedzieć. Chwilę postałem podziwiając panoramę i uciekłem od zimnego wiatru do schroniska.
Początkowo droga z Jaworzyny nie jest bardzo ciekawa. Biegnie przez las i tylko chwilami odsłaniają się pobliskie wzniesienia. Za podejściem na zbocze Wielkiej Bukowej
jest pierwsza większa polana. ...
Gorce kolejny raz, tym razem prawie zapomniane wspomnienia.
Piękny słoneczny wrześniowy dzień. Wycieczkę zacząłem jak już chyba zwykle od Rdzawki. Tym razem z jakimś dziwnym silnym uczuciem,
że ta wycieczka w Gorce może być już ostatnią. Jesienne słońce wyraźnie rysowało szczegóły Gorczańskich pejzaży, tak jakby mówiąc
choć jeszcze ten raz przeżyj ponownie te wspaniałe włóczęgowskie chwile.
Szedłem na Stare Wierchy rozglądając się uważnie, chłonąc oczami każdy element trasy i pielęgnując to wędrówkowe uczucie: 'Błękitne niebo
nade mną, i tylko słońce, droga, mój plecak i ja'.
Dochodząc do schroniska nie byłem jeszcze pewien co dalej, jaką trasę wybiorę na kolejny dzień. Pomyślałem - niech zdecyduje poranek...
Przekraczając drogę na przełęczy wkroczyłem na nietknięty stopą moją teren od jakichś dwudziestu paru lat.
Nie pamiętałem go zupełnie...
Gorce. Nowo poznane miejsca.
Poszedłem kolejny raz w ulubione moje Gorce. Lato. Niewiele ludzi. Pragnienia moje wiodą mnie w miejsce, które do tej pory omijałem - Kudłoń.
Miejsce, które ze względów logistycznych nie było przeze mnie odwiedzane. Gdy przypomnę sobie trudności z transportem dzisiejsze wyprawy zdają się być błahostką...
Kolejny dzień przywitał mnie piękną pogodą. Poszedłem w kierunku Hali Turbacz. Nie miałem jeszcze pewności gdzie mnie nogi powiodą. Może na Kudłoń na którym jeszcze nie byłem,
może drogą do Niedźwiedzia którą szedłem ostatni raz jakieś 30 lat temu...
Prawie zapomniane wspomnienia - Gorc
Młodość, radość istnienia i przestrzenie. Miejsca spotkań młodych ludzi, gitara, śpiew i rozmowy po świt. Samotność na szlaku i wszech otaczająca przyroda.
Byłem tam i czułem to, choć nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę. Teraz patrzę inaczej, dopiero teraz to rozumiem.
Obecna wycieczka odświeżyła dawne wspomniena.
Zerknąłem na mapę, a wzrok padł na okolice Gorca. Nie byłem tam dwadzieścia parę lat....
Ucieszyłem się, przecież przyszedłem tu przywołać dawne wspomnienia, a nie grzecznie położyć się spać ze zmierzchem. Położyłem plecak koło dwu osobowego
namiotu w którym miałem spać i udałem się na obchód okolicy. Pamięć mnie nie zawiodła, wyglądało podobnie jak za dawnych lat...
Rozpłonęło ognisko, a odrobina alkoholu wygładziła nutki w śpiewanych zwrotkach. Nade mną rozpościerało się rozgwieżdżone niebo z coraz większą ilością gwiazd ...
Polica - kiedy to było !
Okolice Babiej Góry. Zwiedzałem te okolice w gronie znajomych już bardzo dano temu. Teraz z kolegą wybraliśmy się ponownie zobaczyć miejsce, które z przed lat
pamiętam tylko jako las z milionami małych bzykających mieszkańców uporczywie usiłujących towarzyszyć nam w podróży. Pamiętam jeszcze rozległą polanę całą zajętą
przez owce. I jeszcze jedno. Szło się bez wysiłku przez cały czas po równym. Zastanowiłem się chwilę. Ile to lat upłynęło ? Spojrzałem na okolicę i ze zdziwieniem,
trochę niedowierzając moim wyliczeniom, szepnąłem: to jakieś 40 lat. No może nie całe.
Wycieczkę zaczęliśmy od Mosornego Gronia, gdzie w weekendowy dzień można skorzystać z wyciągu. Ze szczytu spojrzałem w kierunku Babiej Góry. Potężny masyw przysłaniający
praktycznie cały horyzont. Gdybym miał lornetkę dojrzał bym na pewno sznurki turystów śpiesznie stąpających granią masywu. Prawie 40 lat temu też deptałem tamte ścieżki...
Moje góry. Coś co ma początek, ma i swój koniec.
Jestem bliżej tej drugiej części. Wiem, że jeszcze chwila i się skończą.
Dlatego wracam wspomnieniami do tych szczenięcych i nieco dojrzalszych lat, gdy góry stały się moją odskocznią od codzienności
i jedynym sposobem spędzania wolnego czasu. Jednocześnie pielęgnuję w pamięci obecne wycieczki, aby jak najdłużej
zachować je od zapomnienia.
Pierwszy raz zobaczyłem skaliste zbocza Tatr mając może 10 lat. Dziecięce pragnienia pchały mnie tam, chciałem je zdobyć.
Lecz na to nie przyszła jeszcze pora...