Aktualizacja 2025-12-26
Pożegnanie z górami.
Nadszedł czas.
Już nie pójdę w te moje ulubione miejsca tam, gdzie niejednokrotnie drzewa dotykają swoimi czubkami podstawy chmur.
W moje ulubione Beskidy.
Nie odwiedzę tych zakątków, które ostatni raz widziałem w poprzednim wieku. Cieszę się, że byłem nie tak dawno w innych miejscach, gdzie w młodości hasałem z radością w sercu po szczytach gór.
Teraz już widzę tamte miejsca, tylko zadzierając głowę do góry.
Pozostają już tylko wspomnienia.
Takich podróży, w których z przygodnymi ludźmi umilało się czas rozmową i opowiadaniami zakończonymi serdecznym pożegnaniem.
Tych, w których będąc z grupą przyjaciół, umilało się czas przejazdu grą na gitarze i cichym śpiewem.
Tych zachodów słońca, które uciszały świat, okrywając okolicę nieprzeniknioną ciemnością.
Tych dróg do schroniska, gdzie trasę można było tylko usłyszeć po odgłosie butów, a nieoczekiwanego spotkania z drzewem pilnowały wyciągnięte do przodu ręce.
Tych pobytów w chatkach i bazach namiotowych, w których młodzieńcza energia wybuchała salwami radości życia, a wieczorne ogniska, swym blaskiem i śpiewem towarzyszy przywoływały świt.
W których świt budził uczucie smutku, że już czas, czas odejść z miłego noclegu, pożegnać nocującą brać, po to by za chwilę otulająca wokół przyroda rozbudziła radość wędrowania.
Takich spotkań na szlaku, które czasami przeradzały się w przyjaźń, a długa, nużąca droga przez las mijała jak mgnienie oka.
Tych samotnych dróg, nieraz nużących, które wywoływały nieograniczoną potrzebę rozmowy z przygodnymi turystami. Pełne przemyśleń i nieraz dziwacznych pomysłów.
Takich, które nużącą drogę przez las wynagradzały pięknymi polanami, niejednokrotnie obfitującymi w przydrożne kusicielki, które swymi owocami, barwiły wargi i ręce.
Tych dróg, w których słota, z początkowej ostrożności podróżnego przechodziła w spokój przemoczonych butów i odzieży. Gdzie już nie trzeba było obchodzić kałuż i błot,
omijać wysokich traw, bo nic by to nie pomogło.
Takich, których horyzont, a później najbliższą przestrzeń otaczała mgła, niejednokrotnie rosząc twarz i tylko cisza, odgłos własnych butów i wyraźnie słyszany własny oddech.
Tych mgieł, które czasami rozpędzane wiatrem odsłaniały dalszą okolicę tworząc niesamowite pejzaże.
W końcu tych panoram, ze szczytów i hal, rozpościerających się szeroko i daleko. Nie zobaczę już, chyba że tylko na zdjęciach.
Kiedyś ktoś zaśpiewał: „nie dla mnie już sznur samochodów” - Ja mogę powiedzieć tak samo o tych zalesionych wzniesieniach w których niczym łaty, występują zielone placki często porośnięte borowinami.
A zespół Raz Do Roku w piosence „Moje góry łaskawe” śpiewa: „Moje góry łaskawe dajcie mi święty spokój, niechaj żyję tu z wami a potem umrę” - tak one umierają we mnie.
Żegnajcie już.
Zostały już tylko wspomnienia, które nieubłaganie upływający czas, powoli zacznie zacierać.
Niech te spisane wspomnienia przedłużą pamięć tego górskiego poczucia wolności i niezależności.
Strona główna